Pokazywanie postów oznaczonych etykietą seriale. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą seriale. Pokaż wszystkie posty

stycznia 29, 2021

Mr. Sunshine - najlepszy serial historyczny ? - recenzja k-dramy bez spoilerów#2

Mr. Sunshine - najlepszy serial historyczny ? - recenzja k-dramy bez spoilerów#2


Mr. Sunshine zajmował do niedawna miejsce na mojej to be watch liście i nieczekając długo spędziłam z tą k-dramą kilkanaście przyjemnych wieczorów. Jest to produkcja na bardzo wysokim poziomie, ze świetną grą aktorską i całą fabułą, która nam opowiada o bardzo ważnych rzeczach, o których my, Europejczycy za bardzo nie wiemy, a mowa tutaj oczywiście o historii Korei, czasami bardzo podobnej do losów samej Polski. Zanim przejdę do omówienia wszystkich zalet, tego cudownego widowiska, zapraszam na zapoznanie się z fabułą tego serialu.

Fabuła

Serial opowiada o życiu kilku ważniejszych bohaterów i parę pobocznych, które się ze sobą różnie łączą. Niezaprzeczalnie jednak mamy tutaj głównego bohatera, który nazywa się Eugene Choi i jest żołnierzem i kapitanem amerykańskiego korpusu piechoty morskiej. Kiedy był małym dzieckiem, po śmierci swoich rodziców niewolników uciekł do Stanów Zjednoczonych z Joseon. Tam się błąkał, wyśmiewany ze swojego pochodzenia, ale miał swojego przyjaciela misjonarza, który go wspierał. Później wstąpił do armii i znowu powrócił po latach do swojej ojczyzny, którą przestał tak nazywać od dawna. W Joseon jednak się pozmieniało, a dawną Koreę zaczynają powoli rozdzielać między siebie Japonia, Stany Zjednoczone i Rosja. Powstała tajna armia partyzancka, w której skład wchodzi młoda arystokratka Ae Shin.

Tych dwóch spotka się w najbardziej nieoczekiwanym momencie i zaczyna się poznawać, czasami współpracując. Z czasem poczują coś więcej do siebie.

Jednak Eugene będzie zadawał sobie pytania, czym jest dla niego ojczyzna i dla kogo warto się poświęcić, bo nic już nie jest dla niego takie oczywiste, jak było przed i tuż po przyjeździe do Joseon.

 

Bohaterowie

Oprócz naszego głównego bohatera, wspominałam o Ae Shin, bardzo silnej i niezależnej młodej arystokratce, która walczy całym swoim sercem i życiem o wolność Joseon. Ta dziewczyna nie czeka aż ją ktoś wybawi z niezręcznej sytuacji, bierze chustę, płaszcz, broń i często ryzykując własnym życiem sabotażuje, niemiłosierdnie strzela do wrogów, bo tak będzie lepiej dla upadającego cesarstwa. Obie postacie, Eugene i Ae Shin bardzo przypadły mi do gustu i kibicowałam im od pierwszego ich spotkania aż po samiuśki koniec.

Do Goo Dong Mae miałam na początku inne podejście, ale to zmieniło się o 180 stopni po kilku odcinkach. Goo Dong Mae jest synem rzeźnika, czyli człowieka o bardzo niskim statusie społecznym, więc po śmierci rodziców ucieka do Japonii, nie chcąc żyć takim samym życiem. Powraca do Joseon jako przywódca Stowarzyszenia Musin, mając swoich lojalnych towarzyszy, okrutnie rozprawia się z mieszkańcami Joseon. Na początku nie za bardzo przypadł mi do gustu, może ze względu na jego zbyt wielką okrutność, ale jak wspominałam, im dalej oglądałam, to tym bardziej lubiłam tę postać. Wielkie brawa dla świetnej kreacji tej postaci przez aktora Yoo Yeon Seoka, który jest w rzeczywistości zupełną odwrotnością charakteru Goo Dong Mae.

 

Dalej mamy tu narzeczonego Ae Shin, młody pisarz, który niejednokrotnie wywoływał uśmiech na twarzy, przez swoje trochę pochopne odbieranie rzeczywistości, ale to dzięki niemu zrodziła się przyjaźń między „trzema wrogami“ a bromance między nimi jest nie zastąpiony! Z resztą to na niego można było polegać w każdej sytuacji.

Muszę wspomnieć jeszcze o właścicielce hotelu, która była też ciekawie wykreowana, chociaż moją sympatię zdobyła dopiero w ostatnich odcinkach.

Muzyka

Nie byłabym sobą, gdybym nie napisała coś o ścieżce dźwiękowej tego cudeńka. Podobnie jak w większości dram, można tutaj posłuchać utwory śpiewane, jak i instrumentalne. Uważam, że twórcy świetnie dobrali muzykę dla tej dramy, ponieważ dokładnie oddaje taki sam charakter, jaki ma Mr. Sunshine, a to smutny, czasami przejmujący, ale zawsze z nutą nadziei, na którą nie można zapominać w najciemniejszych chwilach życia. Oprócz piosenek śpiewanych, urzekła mnie i instrumentalna ścieżka dźwiękowa, napisana przez tych samych twórców, co napisali soundtrack do CLOY, więc nie dziwię się, że w miarę tak samo mi się spodobało, jak poprzednio.

 

Moja opinia i dlaczego WARTO oglądać

Mr. Sunshine ogromnie mi się spodobał, bo jak już wspominałam, jest to drama na wysokim poziomie, ze świetną kreacją charakterów, grą aktorską, no i niesamowitym klimatem historycznym. Sama opowieść jest snuta jak epos bohaterski z niestety tragicznym końcem (to dlatego w ostatecznej ocenie odjęłam jedną gwiazdkę). Jednak zdecydowanie polecam obejrzeć każdemu, kto interesuje się historią, nie tylko koreańską. Trzeba podchodzić do tej dramy z dystansem, bo coś jest fikcyjne, a coś jak najbardziej prawdziwe. Całość jest na podstawie historii. Polecam też wszystkim miłośnikom k-dram i tym dopiero początkującym, chociaż na sam początek przygody z k-dramami może to być za duży kawałek na raz. Nie chodzi mi o to, że by się nie spodobało, ale o to, że lepiej do niektórych rzeczy trzeba przywyknąć (mam tu na myśli np. tempo dynamiki i inne rzeczy, typowe dla koreańskiej popkultury), zanim się obejrzy coś, co lepiej by doceniono po zaznajomieniu się z tym konkretnym podwórkiem światowej popkultury. 

Chciałabym jeszcze zaznaczyć, że są tutaj dość brutalne i krwawe sceny, więc ostrzegam te osoby, które nie przepadają za takimi scenami.

Na koniec chciałabym dodać tylko jedno : oglądajcie, bo to świetny serial, który niejednokrotnie pokazuje, że stać go na więcej niż zachodnie produkcje, nam dobrze znane.

P.S.: dodaję, jak tradycyjnie kilka utworów wartych posłuchania, zdecydowanie zwróćcie uwagę na „One More Step“ - genialny utwór soundtrackowy! A piosenka Elaine jest moim ulubieńcem...

  
 


 

 

stycznia 24, 2021

Wielkie Popkulturalne Podsumowanie 2020 Roku

Wielkie Popkulturalne Podsumowanie 2020 Roku


Jak już wszyscy wiedzą, ten rok zostanie zapamiętany raczej mało pozytywnie, chociaż jest to sprawa indywidualna i osobista każdego z nas. Ja jednak nie będę ten rok wspominała jako najgorszy, bo miał też zarówno swoje plusy i minusy. Trochę opóźnione podsumowanie tego roku poniżej jest bardzo subjektywne, więc nie zrażajcie się moich opinii, bo jest tu też taka trochę kontrowersyjna. Jeżeli jesteście więc ciekawi mojego popkulturalnego podsumowania tego roku, to zapraszam do czytania! 

Książkowe Podsumowanie 

Do tych najlepszych książek tego roku, mogę bez wahania zaliczyć Vicious i Okrutną pieśń, autorstwa V.E. Schwab. Nie są to na pewno najlepsze książki, które kiedykolwiek czytałam, ale naprawdę mnie miło zaskoczyły, bo po Vicious spodziewałam się wiele, i tyle też dostałam. Do pozytywnych zaskoczeń tego roku zaliczam takżę króciutką książkę Erica-Emmanuela Schmitta, a mowa tu o Tajemnicy pani Ming. Ciepło będę też wspominać dziennik byłego lekarza Adama Kaya, pt. Będzie bolało i trylogię Dotyk Julii. Za jedną z najlepszych książek przeczytanych w 2020 roku jednak uważam Pianistę. Bardzo dobrze napisany dziennik pianisty, Władysława Szpilmana, który opisując realia drugiej wojny światowej w getcie warszawskim, przykuwa naszą uwagę, śledząc losy bohatera, a to wszystko napisane czystą prawdziwością.

Za książkowe rozczarowanie uważam jednak... Moment, zdajcie sobie sprawe zanim zaczniecie kontynuować, że to jest moja bardzo subjektywna opinia  i jeżeli lubicie tę pozycję, to fajnie, ja ją jednak nie polecam. Mowa tutaj o Siedmiu mężach Evelyn Hugo, która, mam wrażenie, spodobała się wszystkim, oprócz mnie. Książka nie była zła, ale nie spełniła też moich oczekiwań, a samo jej czytanie po prostu męczyło mnie, głównie psychicznie. Oczywiście porusza ważne tematy, ale dla mnie to było tylko jedno wielkie NIE i koniec kropka.

Jeżeli chcielibyście poznać moją recenzję, na temat tych książek, to zachęcam do przeczytania postów miniksiążkowe recenzje

Moja Playlista Roku 2020

W tym roku dużo słuchałam soundtracków, a po odkryciu CLOY głównie tych koreańskich, ale na mojej playliście nie zabrakło oczywiście dobrych piosenek moich ulubieńców, jak nowych, tak i tych starych.

Do mojej playlisty dodałam nowych wykonawców takich, jak np. The Weeknd, Stereophonics, The Lumineers, Jason Derulo, Jack Savoretti, First Aid Kit, Davichi, Jung Seun Hwan, Sanah i wiele innych. Wg spotify piosenka, którą najwięcej słuchałam był Sad March od Elaine i jest to chyba prawda, bo związku z tym, że nie był to dla mnie najłatwiejszy rok, to potrzebowałam właśnie takiej muzyki i jestem bardzo wdzięczna temu, że znalazłam kawałek siebie w tej, konkretnej popkulturze.

Moja piątka najczęściej słuchanych utworów:






I piątka koreańskich perełek:

 
 


 

Filmy i seriale obejrzane w roku 2020

W związku z tym, że po większość roku były zamknięte kina, to zdążyłam akurat na film Mulan, który nieco mnie zawiódł, ale przy którym generalnie się świetnie bawiłam. do tych przyjemnych filmów zaliczę zdecydowanie też Niezwykłą podróż fakira, który utknął w szafie i Five feet apart, The Mood of the Day i nową Emmę, a do tych ciekawych także Negotiation (thriller koreański z Hyun Binem i Son Ye-Jin) i The Swindlers.

 

Jednak u mnie rok 2020 należał bardziej do serialów. Udało mi się skończyć wspaniałych The Originals i odmóżdżającą Gossip Girl, która generalnie nie była taka zła (po tych 2 latach oglądania jakoś tęsknię za tymi postaciami, bo bardzo się z nimi zżyłam), więc na pewno zostanie w moich guilty pleasure. No i oczywiście muszę tutaj wspomnieć o moim znacznym odkryciu tego roku, a mowa tutaj o k-dramach. Wszystko za sprawą genialnego serialu Crash Landing On You, które po prostu tak chwyciło moje serce, że siedzę teraz tylko w koreańskiej popkulturze. Na prawdę nie spodziewałam się, że po obejrzeniu jednego serialu, cała moja drabina wartości się zmieni, a moje gusta filmowe i serialowe razem z nią. Po CLOY przyszedł również świetny Goblin, lekkie Touch Your Heart i What's wrong with Secrtary Kim, genialnie prześwietny serial historyczny Mr. Sunshine, kochane Hospital Playlist i Start Up z moim nowym ulubieńcem 😊.


Jakieś specjalne plany popkulturalne na rok 2021? Hmm... Na pewno obejrzeć więcej k-dram, ale to myślę, że nie będzie w ogóle trudne, bo już teraz czaję się na The Tale of the Nine Tailed, a ogólnie czytać więcej książek i poznawać więcej nową dla mnie kulturę.

A jak tam Wasz Rok 2020? Udany, czy nie, dajcie znać w komenatarzach!

października 27, 2020

50 K-dram, które chciałabym kiedyś obejrzeć

50 K-dram, które chciałabym kiedyś obejrzeć

W związku z tym , że całkiem niedawno dopiero wciągnęła mnie koreańska popkultura, postanowiłam zrobić sobie taką listę wszystkich kdram, które chciałabym obejrzeć:

  
Life     -    Heart Surgeons    -    Hospital Playlist    -    Doctors
 

Her Private Life  -  The Beauty Inside  -  Because This Is My First Life  - My Holo Love 

 
Black    -   Memorist     -    The Tale of the Nine Tailed    -    Pride and Prejudice

 
Lawless Lawyer    -    My Secret Terrius    -    Black Knight    -    The K2


Tell me what you saw - Descendants of the Sun - Arthdal Chronicles - Memories of the Alhambra


The Guardians    -  Doctor Stranger  -  Suspicious Partner  -  The King: Eternal Monarch


Be Melodramatic    -    Vagabond    -    Hotel del Luna    -    Train


Hyde, Jekyll, Me    -    Romance Is a Bonus Book    -    The Last Empress    -    Was it love?


It's Okay To Not Be Okay  -  When My Love Blooms  -  Dr. Romantic  -  Cinderella and the Four Knights


Revenge Note 2    -    My Love from the Star    -    High Society    -    Moonlovers: Scarlet Heart Ryeo


Do You Like Brahms?    -    Twelve Nights    -    The Secret Life of My Secretary    -    The Heirs

 
Come and Hug Me    -    Secret Garden    -    Chocolate    -    Doctor John


Love Alarm    -    Legend of the Blue Sea

Na blogu pojawi się też mały k-dramowy update, bo po Crash Landing On You obejrzałam jeszcze m.in. Goblina, a teraz bardzo się wkręciłam w Mr. Sunshine, więc myślę, że o tych dramach jeszcze poczytacie na tym blogu.

Może macie już obejrzane któreś dramy z tej listy? Którą polecacie? Dajcie znać na dole w komenatrzach - nie gryzę😇


października 09, 2020

Emily in Paris - recenzja serialu

Emily in Paris - recenzja serialu

 Całkiem niedawno Netflix wrzucił miniserial opowiadający o młodej Amerykance, która rozpoczyna pracę w biurze marketingowym Savoir w Paryżu. Kiedy obejrzałam zwiastun, to nie mogłam się doczekać premiery Emily in Paris. Wydawało mi się, że to będzie serial totalnie w moim guście, no i pomimo, że mi się generalnie spodobał, to tak zupełnie nie trafił do mojego gustu.

 Zacznę chyba od tego, że sam pomysł na miniserial mi się spodobał, a perypetie głównej bohaterki, zagranej przez Lily Collins, wywoływały uśmiech na twarzy. Ogólnie z bohaterami można fajnie się zżyć i polubić nawet ostrą szefową Emily, Sylvie.


 Jednak fabuła w większości opiera się tylko na miłosnych dramach głównej bohaterki. Rozumiem, w końcu jest to komedia romantyczna, ale nawet te czasami przekazują inne wartości, niż tylko dylematy, którego faceta wybrać... W dodatku miałam przeczucie, jakby bohaterce wszystko za łatwo jakoś wychodziło. Było parę chwil, kiedy bohaterka miała gorszy dzień, ale generalnie za szybko zawsze wychodziła z danych problemowych sytuacji. To jeszcze nie wspominam o w głowie nie mieszczącym się błyskawicznym znajdowaniu nowych znajomości, co jest raczej nierealne w naszym świecie.

W ogóle cały serial ma miejsce w Paryżu, a właśnie Paryżu mi trochę zabrakło. Jasne, fabuła całkiem opierała się na tym mieście zakochanych, ale odniosłam wrażenie, że go zepchnięto na drugi plan. Podobnie było z językiem francuzkim. No jednak liczyłam na trochę więcej Paryżu.

Co było zdecydowanie na plus, to stroje głównej bohaterki i nie byłabym sobą, gdybym tutaj nie napisała o wpadającej w ucho ścieżce dźwiękowej!


Podsumowując, pomimo niedociągnięć fabularnych, Emily in Paris mi się spodobał i na pewno będę oglądała następny sezon.

A Wy oglądaliście już Emily in Paris? Co o nim sądzicie?






sierpnia 04, 2020

To sum up #3 , czyli podsumowanie maja i czerwca 2020

To sum up #3 , czyli podsumowanie maja i czerwca 2020



Tak, wiem, że już koniec lipca a zaczął sierpień, a ja tutaj przychodzę dopiero z podsumowaniem maja i czerwca, ale jak to się mówi: „Lepiej późno niż wcale“.

Muzyka

Pewnego razu na youtubie znalazłam grupę muzyczną Sleeping at Last. Chociaż nigdy za bardzo nie lubiłam takich wolnych i trochę smutnych w brzmieniu utworów, to z czasem mój gust muzyczny się zmienił i dużo takiej muzyki teraz słucham. Sleeping at Last tworzą dobrą muzykę i tym, którzy lubią taką trochę slow muzykę i polecam także przesłuchanie ich coverów znanych piosenek.Jednak nie znam całej ich twórczości, ponieważ przesłuchałam tylko parę utworków, ale mogę Wam ją polecić.





Potem spodobały mi się dwa z najnowszych utworów Parova Stelara, single „In My Bones“ Ray'a Daltona, „Whiskey Tango“ Jack'a Savorettigo, „Watching You Walk Away“ Stephena Putha i „Let's Face The Music And Dance“ w wykonaniu Robbie'go Williamsa. Polubiłam też narazie parę utworów Emmy the Great, a to za sprawą filmu „Austenland“, który jest taką trochę parodią „Dumy i uprzedzenia“, ale w żaden sposób ją nie obraża, chodzi tylko o to, że główna bohaterka ma obsesję na punkcie DiU, więc wyjeżdża na wakacje do takiego miejsca, gdzie wczasowicze mogą się poczuć przez chwilę jak w epoce Jane Austen. Jest to taka komedyjka romantyczna, więc idealna na jakiś sobotni wieczór...














 

Filmy i seriale

W maju udało mi się obejrzeć „Jurassic World“, bo jakoś tak zatęskniłam za czasami, gdy interesowałam się dinozaurami (tak były takie czasy) i oglądałam 2 sezony starego serialu „Primeval“, który polecam, ale należy go oglądać trochę z rezerwą, ponieważ te efekty specjalne jeszcze nie były jak teraz, ale myślę, że wyszło im w sumie nieźle.




Później zaszalałam i obejrzałam film  „Suicide squad“ i rzeczywiście nie jest to wybitny film, ale raz obejrzeć dla rozrywki - czemu nie?
Fajnym filmem, który polecam na raz a może na dwa jest też „Berek“, komedia o grupie starych przyjaciół, którzy nawet będąc dorosłymi mężczyznami, grają przez jeden miesiąc każdego roku zabawę w berka i naprawdę komediowe było śledzenie, jak daleko mogą się posunąć, byle oddać berka.



No nie mogło zabraknąć jakieś komedyjki romantycznej a mowa tu o „Austenland“, dopiero obejrzanym przez mnie „The Proposal“ i urocze „Life as we know it“. Zaczęłam także odświeżać sobie serię Harry'ego Pottera i zdążyłam obejrzeć drugą część w oryginale. Uzupełniłam też swoje marvelowskie resty i obejrzałam „Spiderman: Far From Home“ oraz „Thor: Ragnarok“ i te produkcje są jedne z tych najlepszych filmów marvelowskich.



A na sam koniec skusił mnie „Aquaman“, którego świat bardzo mi się spodobał (królewsto i naród podwodny - Atlanie, władca oceanu - dla mnie spełnienie marzeń), ale jednak za dużo tam było tych efektów specjalnych (np. podczas tej wojny podwodnej). Wiem, jak inaczej pokazać sceny pod wodą, kiedy główni bohaterowie mówią pod wodą, ale jednak czasami mniej znaczy więcej.



W serialowym świecie odwiedziłam Nowy jork, by kontynuować „Gossip girl“, ale zarazem byłam w Mystic Falls, gdzie śledziłam poczynania najmłodszej z Mikaelsonów - Hope w „Legacies“.

Książki

Całkiem mało tych książek przeczytałam, przyznaję, ale nie miałam za dużo czasu no i do tego zastój czytelniczy był ogromny, więc na razie tylko tyle:
  • S.T.A.G.S. - M.A. Bennet (recenzja na blogu pojawi się niebawem)
  • Siedem mężów Evelyn Hugo - Taylor Jenkins Reid
  • Będzie bolało - Adam Kay
  • Może tym razem - Kasie West
Jeżeli chcecie poznać więcej co myślę o pozostałych trzech, to zapraszam na post „Miniksiążkowe recenzje“ .


lipca 21, 2020

Crash Landing On You - recenzja, czyli moje pierwsze spotkanie z k-dramą

Crash Landing On You - recenzja, czyli moje pierwsze spotkanie z k-dramą



 Nigdy bym niepomyślała, że jeden koreański serial stanie się moim najbardziej ulubionym ze wszystkich, których kiedykolwiek widziałam. Tak się właśnie stało z k-dramą „Crash Landing On You“, którą obejrzałam niedawno. Chciałam sobie zrobić przerwę od skandali i intryg Nowego Jorku z „Gossip girl“ i pomyślałam, widząc CLOY w mojej liście netflixa, że obejrzę sobie, by się trochę oderwać i zrelaksować. W ogóle nie oczekiwałam czegoś tak pięknego i przyjemnego w oglądaniu.
Nigdy nie byłam zainteresowana koreańską popkulturą, nie ciągnęło mnie obejrzeć k-dramy, posłuchać k-pop i tak dalej... Ale po przeczytaniu posta na blogu gosiarella.pl , w którym dowiedziałam się o tym serialu, postanowiłam dorzucić go na moją listę do obejrzenia w przyszłości. Tak się złożyło, że akurat teraz obejrzałam i po prostu nie mogę się zainteresować w ten moment czymś innym. Dlaczego warto obejrzeć? Zapraszam do czytania.

O czym opowiada?

Serial opowiada nam co prawda bardzo nieprawdopodobną historię,bo o Yoon Se-ri bogatej właścicielce firmy Seri's Choice z Korei Południowej, która testując nową firmową odzież do ekstremalnych sportów podczas lotu paralotnią, ląduje w Korei Północnej, gdzie znajduje ją kapitan kampanii wojskowej  Ri Jeong Hyeok i postanawia ją ukryć. Jak się chyba domyślacie, między nimi zacznie się powoli rodzić uczucie.
Na początku myślałam, że będzie to jakiś melodramatyczny romans, za bardzo nic nie wznoszący do życia i podobny do wszystkich innych, które już gdzieś widzieliśmy. Otóż, myliłam się! Oprócz oczywiście delikatnego romansu między dwójką głównych bohaterów, znajdziemy tutaj wiele innych wątków pobocznych, w tym np. problematyczne stosunki rodzinne, originalne przedstawienie postaci głównych i pobocznych, mnóstwo akcji, plot twisty, momenty, które wzruszają i śmieszą i wiele innych...


Bohaterowie

Jak już wspominałam, twórcy oryginalnie nakreślili bohaterów głównych, jak i pobocznych, warto wspomnieć też imponujący rozwój postaci w trakcie całego serialu.
Główna bohaterka Se-ri, zmienia się po wypadku, po którym ląduje w zupełnie różnym miejscu do tego w jakim była przyzwyczajona żyć, na trochę inną osobę, którą ukrywała głęboko pod przykrywką ostrej szefowej. Kiedy trafia do Korei Północnej, stara się najpierw ukrywać a potem wpasować się w ten całkiem inny świat, doprowadzając czasami do groteskowych scen, a czasami do nawet wzruszających. Jest po prostu ludzka i chyba każda z nas zachowałaby się podobnie w takich sytuacjach. Próbuje rozgryźć kapitana Ri, który nie jest za bardzo otwartym gościem, ale na którego można polegać w każdej sytuacji. Jednak poznając trochę z jego przeszłości, zrozumiemy dlaczego tak zamknął się w sobie, a aż za pomocą Se-ri zaczyna czerpać radość z chwil i swojej dawnej pasji.
Ich droga, na której powoli rodzi się uczucie między nimi jest niesamowicie nakreślona. Zupełnie coś innego niż zachodnie produkcje, na które byłam przyzwyczajona. Mogę z resztą stwierdzić, że wyszło nawet lepiej i nie mogłam się napatrzyć tych śmiesznych, ale zarazem i wzruszających momentów głównej pary.
Poznajemy również kilka żołnierzy, którzy nie uważając, doprowadzili do tego, że Se-ri trafiła przed dom kapitana. Ci żołnierze rozbawiali mnie za każdym razem do łez i swoją różnością charakterów dodawali całej w zasadzie smutnej historii humor zawsze tam, kiedy już nam go zaczyna brakować. Jeszcze śmieszniejsze jest to, że jeden z tych żołnierzy ogląda potajemnie południowokoreańskie seriale i na podstawie nich tłumaczy reszcie załogi, co właśnie miała Se-ri na myśli, doprowadzając tym do różnych śmiesznych momentów. I ta opiekuńczość wobec Se-ri zarazem jak kapitana Ri, tak i tej przezabawnej grupy żołnierzy nie znała granic.


Jeszcze warto wspomnieć inne poboczne postacie, w tym grupę kobiet z osiedla północnokoreańskiego, gdzie trafiła Se-ri, ukrywającego się oszusta z Korei Południowej i wiele innych.
Oprócz głównej pary mamy tutaj i parę poboczną, która nie mniej wzrusza i sprawia, że im kibicujemy aż do samego końca.
Polubiłam ich wszystkich.

Kontrast między Koreami

Jak już z fabuły wynika, możemy się spodziewać tutaj znacznego kontrastu między Koreą Południową i Koreą Północną. I rzeczywiście go dostajemy.
Podczas oglądania, narzucanych różnic pomiędzy tymi dwoma państwami jest mnóstwo, począwszy od akcentu, przechodząc przez różnice w codziennym życiu i kończąc na ustroju państwa. Sama nie potrafię powiedzieć, czy rzeczywiście twórcy nakreślili rzeczywisty wizerunek Korei Północnej, ponieważ osobiście wiem o tym państwie tylko kilka rzeczy, ale czytałam, że bardzo dobrze przedstawili nam zwyczaje i stroje mieszkańców. Aktorzy nawet nauczyli się akcentu północnokoreańskiego, który jednak się różni od tego południowego, co rzeczywiście dodało świeżości do produkcji.
Na początku każdego odcinka mamy krótką notkę, że wszystkie organizacje, wydarzenia i postacie są fikcyjne, więc nie możemy brać tej dramy jako zupełne odzwierciedlenie Korei Północnej, ale myślę, że jednak na podstawie tego, co czytałam i oglądałam, że twórcy podeszli do tego tematu na podstawie zeznań i opowiadań zbiegów północnokoreańskich, więc podstawowy zarys na pewno jest prawdziwy.
Podobało mi się, że chociaż stosunki między tymi państwami są wrogie, to nie znajdziemy tutaj Koreę Północną przedstawioną jak  „najgorsze z najgorszych“, ale pokazana została i z tej dobrej strony, gdzie głównie mieszkańcy wioski i ich życia skradają całą uwagę widza i powodują, że ich zaczynamy lubić i im kibicować.



Magia historii

Bardzo się zakochałam w historii, opowiedzianej właśnie przez ten serial. Od początku aż do samego końca trzyma nas, że musimy oglądać dalej. Historia miłosna  głównych bohaterów jest tak pięknie opowiedziana, ponieważ nie jest oparta na jakiejś toksycznej podstawie ani podobna do „Romea i Julii“, jak by się mogło na początku wydawać. Mamy tutaj powoli budujące się uczucie, oparte na zaufaniu i poświęceniu, doprawione często wspominanym przeznaczeniem. Szalenie mi się spodobały flashbacki z przeszłości bohaterów, którzy już wiele razy się spotkali w najbardziej emocjonalnych własnych momentach, w ogóle o tym nie wiedząc. Tyle przezabawnych scen z drużyną żołnierzy, grupy kobiet z osiedla i drugoplanową parą - dopełniają historię tyloma niezapomnianymi momentami zaraz obok tych z głównymi bohaterami. Już dużo obejrzałam romantycznych komedii, seriali i innych filmów, ale z czymś takim jeszcze się nie spotkałam. Zdecydowanie najbardziej magiczna historia, jaką widziałam lub czytałam.
Opowieść dopełniają flashbacki i epilogi, które możemy zobaczyć po lub przed napisami końcowymi, więc polecam oglądać odcinki aż do samego końca. Dzięki tym epilogom możemy zrozumieć dlaczego coś się wydarzyło właśnie tak, a nie inaczej lub możemy widzieć  te same sceny z różnych punktów widzenia, patrząc np. z perspektywy innych postaci.

Moje wrażenia i dlaczego warto oglądać

Po pierwsze oprócz niebanalnej historii miłosnej, możemy tutaj znaleźć wiele innych wątków pobocznych, charakteryzujących wiele postaci i środowisk, w których żyją, a nawet kilka scen akcji. Mamy tutaj obraz Korei Północnej trochę wymyślonej, ale opartej na prawdziwych zeznaniach innych ludzi, którzy stamtąd pochodzą. Dzienne rutyny mieszkańców Korei Północnej i Południowej są przedstawione w zabawny sposób licznych przeżyć postaci pierwszoplanowych jak i drugoplanowych.
Przepięknych lokacji także nie brak, nie tylko tych ze Szwajcarii, które sprawiają, że aż chciałoby się tam zaraz pojechać.


Do tego bardzo przyjemna ścieżka dźwiękowa, która czasami działa jak dodatkowy wyciskacz łez, aktywujący się w przypadku niepowodzenia tego pierwszego w formie scen.
Trzeba wspomnieć o genialnie zagranych rolach przez aktorów pierwszoplanowych i drugoplanowych. Hyun Bin i Son Ye-jin tworzą razem niesamowitą chemię między głównymi bohaterami, którą nie tak łatwo spotkać w innych produkcjach.
Czy trzeba wyliczać dalej?


Ja sama po obejrzeniu tej dramy miałam takiego kaca, że zdecydowałam się na natychmiastowy rewatch. Bardzo polecam wszystkim, którzy chcieliby obejrzeć coś innego od tych zachodnich produkcji, coś wzruszającego, ale zarazem z dużą dawką humoru. Polecam także dla tych, którzy jak ja, nie oglądali nigdy żadnej k-dramy lub innego koreańskiego serialu - CLOY jak najbardziej zachęci do oglądania i zapoznania się z popkulturą koreańską.

P.S. Dorzucam dwa utworki, które najbardziej mi się spodobały z całego soundtracku, ale polecam przesłuchać całego, ponieważ zdecydowanie warto posłuchać takie soundtrackowe muzyczne perełki.



maja 03, 2020

To sum up #2, czyli podsumowanie marca i kwietnia 2020

To sum up #2, czyli podsumowanie marca i kwietnia 2020


W marcu zaczęła się kwarantanna, w związku czym to był idealny czas do skończenia seriali, wreszcie zoabczenia tych filmów, na które nie mieliśmy czasu i przeczytanie tych najbardziej zakurzonych książek na naszych półkach. Jak mi poszło?

Muzyka
Marzec zdecydowanie należał do niedawno odkrytej przeze mnie grupy Grizfolk. Przesłuchałam  ich całe dwa albumy i jak na razie nie potrafię powiedzieć, która piosenka jest moja najbardziej ulubiona. Brałam po prostu te albumy jako całość i tyle.
Chociaż bardziej od „Waking Up The Giants“ podobał mi się album „Rarest of Birds“

 

Najczęściej  z nowszych piosenek słuchałam „99 Luftballons“ w wykonaniu Postmodern Jukebox, „Szampan“ od Sanah i „Blinding Lights“ Weeknd. Ze starszych zakochałam się w piosence Birdy „Wings“, której wersję także zaśpiewał mój ulubiony Tom Odell (którą Wam tutaj także podrzucę i możecie porównać) oraz zakochałam się także jeszcze bardziej w cudownej piosence „Unbreakable“ Jamie'go Scotta.








Filmy i seriale
Zaczęłam oglądać trzeci sezon Gossip girl i piąty The Originals. Na razie to Gossip girl jest dla mnie taki trochę guilty pleasure, bo w sumie nie uważam to za najlepszy serial, ale pozwala mi się „wyłączyć“ i ocknąć się na jakiś czas w Nowym Jorku. Teraz kursuję właśnie między NYC i NOLA, czyli New Orleans, gdzie śledzę perypetie najmłodszej z „oryginalnej rodzinki“ Mikaelson, czyli to już moje ostatnie wakacje w NOLA, bo The Originals kończą piątym sezonem. Mam zamiar jednak kiedyś na pewno do nich wrócić.
Z filmów obejrzałam na razie tylko Jumanji 2, które było moim zdaniem nawet trochę lepsze od jedynki, co ale nie zmienia faktu, że jedynka miała w sobie więcej humoru, a dwójka była bardziej przygodowa.


Jumanji: The Next Level ~2019~ Google Drive Mp4 - jumanji-2-google ...

 Książki
W tych dwóch miesiącach czytałam więcej i zdążyłam przeczytać całą trylogię „Dotyku Julii“ Tahereh Mafi i „Wiecznie żywy“ Isaaca Mariona. O „Dotyku Julii “ zrobię  wkrótce osobny post, ale teraz krótko mówiąc, trylogia jako całość mi się podobała, chociaż momentami była wolna, momentami wciągała tak bardzo, że musiałam w całości przyczytać wszystkie trzy tomy. „Wiecznie żywy“ był natomiast miłą odskocznią od rzeczywistego świata, bo chyba ze dwa lata temu obejrzałam film i mocno go polubiłam, a teraz przypomniałam sobie tę historię formą książki, od której już mam na półce drugi tom.
Mówiąc o książkach, kupiłam sobie niedawno kilka i chciałabym wam przedstawić taki mini book haul:

Dom soli i łez - Craig Erin A.              Emma - Austin Jane   Małe kobietki. Wersja ilustrowana - Alcott May Louisa             Zanim się pojawiłeś          Płonący świat. Wiecznie żywy. Tom 2 - Marion Isaac 
Najbardziej nie mogę się doczekać „Domu soli i łez“, ale cieszę się też na pozostałe pozycje. Zdecydowanie cieszę się, że zyskałam „Płonący świat“, bo na bonito.pl już były tylko dwie ostatnie sztuki, więc z moim doświadczeniem odkładania rzeczy na ostatnią chwilę, raczej się nie wahałam i od razu kupiłam.
Napiszcie w komentarzach, co u Was słychać podczas kwarantanny, co czytacie, oglądacie...
P.S. Nie za dużo tych różowych okładek? 😆 

stycznia 05, 2020

Seriale, które chciałabym obejrzeć

Seriale, które chciałabym obejrzeć

Mam tutaj kilka seriali, które kiedyś chciałabym obejrzeć. Na pewno znajdzie się więcej produkcji, które mnie zainteresują i potem zrobię następną odsłonę tego postu. Na razie wybrałam tutaj kilka takich seriali, które w pierwszej kolejności chciałabym zobaczyć.

The Originals
W zeszłym roku dopiero obejrzałam po namowach koleżanki The Vampire Diaries i....przepadłam. 
Po kilku odcinkach bardzo mnie wciągnęło mimo, że z początku bardzo go odsądzałam. Czasami było dobrze, czasami gorzej, ale ostatecznie będzie to jeden z moich ulubionych seriali. Właśnie po obejrzeniu TVD zaczęłam oglądać spin off tego serialu, czyli The Originals. Na razie mam za sobą pierwsze dwa sezony, ale jak najszybciej chciałabym zacząć oglądać dalej. Fabuła biegnie równolegle z TVD i bardziej się skupia właśnie na tej pierwotnej rodzince wampirów. Jak na teraz to ten serial podoba mi się, nowe tajemnice i niebezpieczeństwa wokół rodziny Mikaelsonów są też aż kuszące do oglądania.

Legacies 
Na The Originals nawiązuje Legacies, czyli serialowa kontynuacja w uniwersum The Vampire Diaries. Z tego, co wiem to teraz fabuła skupia się na najmłodzej członkini rodziny Mikaelsonów, czyli Hope. Mamy tutaj szkołę dla młodzieży z nadprzyrodzonymi zdolnościami, ale i dużo nawiązań do poprzednich produkcji, więc zadecydowałam obejrzeć ten serial aż po The Originals i narazie słyszałam dużo pozytywnych opinii, więc liczę na naprawdę dobrą i niebanalną rozrywkę z mojego ulubionego uniwersum.

Gotham
Chociaż preferuję Marvela niż DC, to chciałabym obejrzeć ten serial, ponieważ po niedawnym obejrzeniu trylogii Nolana o Batmanie zainteresowałam się tymi postaciami jak właśnie Batman, Catwoman, Joker... Myślę, że mnie serial zainteresuje i z chęcią go obejrzę za jakiś czas...

His Dark Materials
Kiedyś, jak byłam dzieckiem, to spodobał mi się film Złoty Kompas (pamiętacie go?), a chciałabym przeczytać całą serię Philipa Pullmana, więc serial będę oglądała aż po przeczytaniu. Tak w sumie to całkiem świeża produkcja, więc zobaczymy, może zaczekam jak będzie więcej sezonów...

Riverdale
Tak na prawdę jeszcze nie obejrzałam ani jednego odcinka tego serialu, nawet nie za bardzo wiem, o czym jest. Dziwne trochę, wiem, ale o to będę miała niespodziankę, kiedy będę oglądała. Nie są to za bardzo moje klimaty, ale chciałabym z ciekawości go obejrzeć i dowiedzieć się, dlaczego jest tak popularny.

Titans
Znowu DC, ale i tym razem mnie fabuła zaciekawiła! Grupka młodzieży z supermocami? Dlaczego nie obejrzeć?

Agents of S.H.I.E.L.D.
I wreszcie Marvel!! Idealna propozycja dla tych, którzy czekają na następne wielkie filmowe produkcje z MCU. Serial opowiada o organizacji S.H.I.E.L.D., z której grupa agentów zajmuje sią nietypowymi misjami. Brzmi ciekawie i zachącająco, mam nadzieję na dużo akcji i dobrej marvelowskiej rozrywki.

Anne with an E
Serial na podstawie mojej ulubionej serii Ani z Zielonego Wzgórza. Jestem ciekawa, jak twórcy zrealizowali swoje pomysły i połączyli je z obyczajową literaturą Lucy Maud Montgomery. Gdzieś słyszałam, że serial jest trochę inny od serii książkowej, ale chciałabym go zobaczyć i sama się przekonać, jak wyszło i czy warto.

Gossip girl
Całkiem starszy już serial, ale chciałam się z nim zapoznać i obejrzałam już dwa sezony. Powiem szczerze, że jest to taka produkcja, która nas zaangażuje w życia głównych postaci, ale nie wciągnie za bardzo. Jest to serial, który się nie ogląda z zapartym tchem, ale raczej by odpocząć po długim dniu.
Jednak podoba mi się to środowisko mimo, że śledzimy w większości tych bogatych, roztropnych bohaterów. Jednak podoba mi się, uwielbiam Nowy Jork i będę dalej oglądała ten serial.

Reign
Zawsze mnie ciekawiło jak to było między Marią Stuart a Elżbietą I, więc też kiedyś obejrzę ten serial. Lubię filmy, seriale kostiumowe i mam tylko nadzieję, że w Reign będzie też trochę tej prawdziwej historii, ale zobaczymy...

The Crown
Czyli następne klimaty angielskie, ale już produkcja bardziej biograficzna dla chyba bardziej dojrzałych widzów. Opowiada o życiu królowej Elżbiety II, śledząc jednocześnie losy całej królewskiej rodziny. Jak do teraz to słyszałam same pozytywne opinię, więc myślę, że to będzie na prawdę dobrze zrobiona i ciekawa produkcja.

Arrow
Słyszałam, że czasami w Arrow jest dobrze, czasami słabo, ale chciałabym sama też się przekonać, czy tak jest i czy jest lepiej niż u Flash, bo tutaj mi się podobało, ale od pewnego momentu nie chciałam już oglądać i tyle. W każdym razie zobaczymy i posądzimy..

Dlaczego mam tutaj aż trzy seriale DC a tylko jedną marvelowską? Cóż tak wyszło😏. A tak na serio, to po prostu wpadłam tylko na takie seriale, a nie inne. Może w przyszłości , podczas pisania następnej listy serialów, które chciałabym obejrzeć znajdzie się więcej marvelowskich produkcji serialowych. Jest to bardzo całkiem możliwe, jednak teraz nie mam ochoty oglądania Daredevila, czy Runaways. Tak ale szczerze nie mogę się doczekać na seriale Marvela takie jak Loki, Falcon and the Winter Soldier lub WandaVision, więc na pewno znajdą się na następnej liście.  





Copyright © 2016 Popkulturalna Sydney , Blogger