Pokazywanie postów oznaczonych etykietą muzyka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą muzyka. Pokaż wszystkie posty

stycznia 24, 2021

Wielkie Popkulturalne Podsumowanie 2020 Roku

Wielkie Popkulturalne Podsumowanie 2020 Roku


Jak już wszyscy wiedzą, ten rok zostanie zapamiętany raczej mało pozytywnie, chociaż jest to sprawa indywidualna i osobista każdego z nas. Ja jednak nie będę ten rok wspominała jako najgorszy, bo miał też zarówno swoje plusy i minusy. Trochę opóźnione podsumowanie tego roku poniżej jest bardzo subjektywne, więc nie zrażajcie się moich opinii, bo jest tu też taka trochę kontrowersyjna. Jeżeli jesteście więc ciekawi mojego popkulturalnego podsumowania tego roku, to zapraszam do czytania! 

Książkowe Podsumowanie 

Do tych najlepszych książek tego roku, mogę bez wahania zaliczyć Vicious i Okrutną pieśń, autorstwa V.E. Schwab. Nie są to na pewno najlepsze książki, które kiedykolwiek czytałam, ale naprawdę mnie miło zaskoczyły, bo po Vicious spodziewałam się wiele, i tyle też dostałam. Do pozytywnych zaskoczeń tego roku zaliczam takżę króciutką książkę Erica-Emmanuela Schmitta, a mowa tu o Tajemnicy pani Ming. Ciepło będę też wspominać dziennik byłego lekarza Adama Kaya, pt. Będzie bolało i trylogię Dotyk Julii. Za jedną z najlepszych książek przeczytanych w 2020 roku jednak uważam Pianistę. Bardzo dobrze napisany dziennik pianisty, Władysława Szpilmana, który opisując realia drugiej wojny światowej w getcie warszawskim, przykuwa naszą uwagę, śledząc losy bohatera, a to wszystko napisane czystą prawdziwością.

Za książkowe rozczarowanie uważam jednak... Moment, zdajcie sobie sprawe zanim zaczniecie kontynuować, że to jest moja bardzo subjektywna opinia  i jeżeli lubicie tę pozycję, to fajnie, ja ją jednak nie polecam. Mowa tutaj o Siedmiu mężach Evelyn Hugo, która, mam wrażenie, spodobała się wszystkim, oprócz mnie. Książka nie była zła, ale nie spełniła też moich oczekiwań, a samo jej czytanie po prostu męczyło mnie, głównie psychicznie. Oczywiście porusza ważne tematy, ale dla mnie to było tylko jedno wielkie NIE i koniec kropka.

Jeżeli chcielibyście poznać moją recenzję, na temat tych książek, to zachęcam do przeczytania postów miniksiążkowe recenzje

Moja Playlista Roku 2020

W tym roku dużo słuchałam soundtracków, a po odkryciu CLOY głównie tych koreańskich, ale na mojej playliście nie zabrakło oczywiście dobrych piosenek moich ulubieńców, jak nowych, tak i tych starych.

Do mojej playlisty dodałam nowych wykonawców takich, jak np. The Weeknd, Stereophonics, The Lumineers, Jason Derulo, Jack Savoretti, First Aid Kit, Davichi, Jung Seun Hwan, Sanah i wiele innych. Wg spotify piosenka, którą najwięcej słuchałam był Sad March od Elaine i jest to chyba prawda, bo związku z tym, że nie był to dla mnie najłatwiejszy rok, to potrzebowałam właśnie takiej muzyki i jestem bardzo wdzięczna temu, że znalazłam kawałek siebie w tej, konkretnej popkulturze.

Moja piątka najczęściej słuchanych utworów:






I piątka koreańskich perełek:

 
 


 

Filmy i seriale obejrzane w roku 2020

W związku z tym, że po większość roku były zamknięte kina, to zdążyłam akurat na film Mulan, który nieco mnie zawiódł, ale przy którym generalnie się świetnie bawiłam. do tych przyjemnych filmów zaliczę zdecydowanie też Niezwykłą podróż fakira, który utknął w szafie i Five feet apart, The Mood of the Day i nową Emmę, a do tych ciekawych także Negotiation (thriller koreański z Hyun Binem i Son Ye-Jin) i The Swindlers.

 

Jednak u mnie rok 2020 należał bardziej do serialów. Udało mi się skończyć wspaniałych The Originals i odmóżdżającą Gossip Girl, która generalnie nie była taka zła (po tych 2 latach oglądania jakoś tęsknię za tymi postaciami, bo bardzo się z nimi zżyłam), więc na pewno zostanie w moich guilty pleasure. No i oczywiście muszę tutaj wspomnieć o moim znacznym odkryciu tego roku, a mowa tutaj o k-dramach. Wszystko za sprawą genialnego serialu Crash Landing On You, które po prostu tak chwyciło moje serce, że siedzę teraz tylko w koreańskiej popkulturze. Na prawdę nie spodziewałam się, że po obejrzeniu jednego serialu, cała moja drabina wartości się zmieni, a moje gusta filmowe i serialowe razem z nią. Po CLOY przyszedł również świetny Goblin, lekkie Touch Your Heart i What's wrong with Secrtary Kim, genialnie prześwietny serial historyczny Mr. Sunshine, kochane Hospital Playlist i Start Up z moim nowym ulubieńcem 😊.


Jakieś specjalne plany popkulturalne na rok 2021? Hmm... Na pewno obejrzeć więcej k-dram, ale to myślę, że nie będzie w ogóle trudne, bo już teraz czaję się na The Tale of the Nine Tailed, a ogólnie czytać więcej książek i poznawać więcej nową dla mnie kulturę.

A jak tam Wasz Rok 2020? Udany, czy nie, dajcie znać w komenatarzach!

listopada 13, 2020

10 Twarzy Video Games Lany Del Rey

10 Twarzy Video Games Lany Del Rey



Lubię słuchać coverów znanych piosenek, bo czasami można znaleźć prawdziwe perełki muzyczne! Jeśli nie lubicie jakiejś piosenki, to może właśnie cover was zachęcić do posłuchania i polubienia lub przynajmniej do zapisania konkretnej piosenki na listę guilty pleasure😇. Jedną ze znanych piosenek, która ma bardzo dużo coverów znanych i nieznanych wykonawców jest Video Games. Ta piosenka nie jest jakąś moją uwielbianą piosenką, kiedyś ją bardzo nie lubiłam, ale z czasem dojrzałam i polubiłam ten mroczny klimat twórczości Lany del Rey, więc jeżeli lubicie ten kawałek lub nawet nie za bardzo Wam podchodzi, to zapraszam na dzisiejszy post, wktórym może znajdziecie jakąś wersję, która się Wam przypadnie do gustu.

 dorzucam oryginał, by łatwiej Wam było porównać z innymi wersjami👆 

 

  Stereophonics

Na Stereophonics natrafiłam dopiero niedawno, za sprawą algorytma YouTube i jest mi trochę przykro, że nie znałam tej grupy w ogóle. Jednak teraz cieszę się, że znalazłam kilka fajnych kawałków tej grupy i byłam badzo ciekawa ich wersji Video Games.

 

 

The Young Professionals

O tych gościach też nie miałam fioletowego pojęcia, że istnieją. Chociaż nie przepadam za tą wersją, to czym częściej to słucham, to bardziej mi się podoba. Jeżeli lubicie takie klimaty, to możecie się bardziej zainteresować tą grupą. 
 
 

 Bombay Bicycle Club

Tutaj wersja nietypowa, ale klimat ma ten sam, co oryginał. Jakoś mnie za dużo nie zachwyciła, ale spodobał mi się ten pomysł z duetem.
 
 

 Bad Wolves

No i perełka tutaj, specjalnie dla fanów Imagine Dragons. Pięknie rozbudowany podkład tej piosenki powoli crescenduje przez cały utwór, który na końcu wraz z głosem zwieńcza się w nieziemski finał. Uważam to za całkiem udaną wersję tego utworu.
 
 
 

 Mamas Gun

Musiałam tutaj wspomnieć o tej wersji Video Games, bo tak bardzo mi przypomina styl Dawida Podsiadła 😀



  Tom Odell

No nie mogło tutaj zabraknąć wersji mojego ulubionego piosenkarza, więcej o tej wersji znajdziecie w moim niedawnym poście Covery lepsze od oryginałów?
 
 
 

 David Hodges

Wersja całkiem podobna do tej od Bad Wolves, ale jednak z innym charakterem. Warta posłuchania jak najbardziej!
 
 
 

 Midnite String Quartet

Tutaj zupełnie z innego kosmosu muzycznego przepiękna wersja Video Games, która bardzo pasuje klimatycznie i nawet piękniej wypada niż oryginał.
 
 
 

 The Baseballs

Wisienką na torcie mam na sam koniec moją wersję mojej ulubionej grupy muzycznej. Video Games w stylu retro, tego jeszcze nie było!

Czasami warto poszperać w internecie i znaleźć wiele wersji naszego ulubionego utworu. Dzięki temu poznamy wiele różnych może nowych dla nas wykonawców, twórców. 
Macie może jakąś piosenkę, którą nie za bardzo lubicie, ale cover uwielbiacie? Pochwalcie się swoimi odkryciami muzycznymi w komentarzach!


 





 



września 25, 2020

Covery lepsze od oryginałów?#1 - Lana Del Rey / Bobby McFerrin / Depeche Mode i inni

Covery lepsze od oryginałów?#1 - Lana Del Rey / Bobby McFerrin / Depeche Mode i inni

Czasami zdarzają się takie sytuacje, kiedy powstają covery znanych piosenek, czyli nowe wersje tych najbardziej znanych utworów muzycznych.  Zdarzają się te gorsze, nie sięgające oryginałom do pięt, te inne, które są w zupełnie innym stylu niż pierwotne wersje, albo takie, które są nawet lepsze od tych oryginałów. Sama słucham dużo coverów i przeróbek znanych utworów, więc chciałabym się z Wami podzielić o moje doświadczenia z coverami i  może polecić jakieś nietypowe wersje Waszych ulubionych utworów😇.

 

Mad World - Tears for Fears / Imagine Dragons 

Ja zdecydowanie wolę klimat tej piosenki w wykonaniu Imagine Dragons, który zresztą jest podobny do tej drugiej bardzo znanej wersji od Gary'go Jules'a.

 

 Video Games - Lana del Rey / Tom Odell

Tutaj mam zestawienie całkiem podobnych do siebie wersji, a jednak trochę różniących się. Dopiero po jakimś czasie spodobała mi się oryginalna wersja od Lany del Rey, ale utworem w wykonaniu Toma Odella też nie gardzę.

 

 Don´t Worry Be happy - Bobby McFerrin / The Baseballs

Z pewnością każdy zna tę piosenkę i z pewnością każdy ją sobie czasami nuci pod nosem, a ja niedawno obczaiłam wersję od moich ulubionych The Baseballs, która baardzo różni się od oryginału. Dlatego myślę, że może nie każdemu może wpadnąć w ucho, ale mi się bardzo spodobała, bo uwielbiam tę grupę muzyczną i ich przeróbki piosenek w stylu rock'n'roll i retro.

 

 Valerie - The Zutons / Amy Winehouse i Mark Ronson

Jedną z moich ulubionych piosenek jest właśnie "Valerie" Amy Winehouse i byłam bardzo zaskoczona, że to jest cover. 


 

Enjoy the Silence - Depeche Mode / Anberlin

 "Enjoy the Silence" nigdy nie był moim ulubionym kawałkiem, raczej kojarzyłam go tylko z radia, ale wersja Anberlin dodaje tej piosence jeszcze więcej drivu - dlatego koniecznie posłuchajcie!


 

Skinny Love - Bon Iver / Birdy

Kiedy oglądałam serial "The Vampire Diaries" natknęłam się na sporo dobrych utworów, które koniecznie dodałam do mojej playlisty, bo ten serial ma naprawdę niezły soundtrack. Właśnie tym utworem Birdy jeszcze bardziej mnie urzekła swoim podejściem do muzyki, a brawa dla Justina Vernona, który jest autorem oryginalnej wersji "Skinny love" i członkiem zespołu Bon Iver.


Oczywiście, że coverów znanych utworów jest masa i już powoli szykuję następne moje ulubione covery dla Was, więc wyczekujcie kolejnego muzycznego wpisu na moim blogu!

Śmiało napiszcie, które wersje bardziej wolicie znanych piosenek?



sierpnia 04, 2020

To sum up #3 , czyli podsumowanie maja i czerwca 2020

To sum up #3 , czyli podsumowanie maja i czerwca 2020



Tak, wiem, że już koniec lipca a zaczął sierpień, a ja tutaj przychodzę dopiero z podsumowaniem maja i czerwca, ale jak to się mówi: „Lepiej późno niż wcale“.

Muzyka

Pewnego razu na youtubie znalazłam grupę muzyczną Sleeping at Last. Chociaż nigdy za bardzo nie lubiłam takich wolnych i trochę smutnych w brzmieniu utworów, to z czasem mój gust muzyczny się zmienił i dużo takiej muzyki teraz słucham. Sleeping at Last tworzą dobrą muzykę i tym, którzy lubią taką trochę slow muzykę i polecam także przesłuchanie ich coverów znanych piosenek.Jednak nie znam całej ich twórczości, ponieważ przesłuchałam tylko parę utworków, ale mogę Wam ją polecić.





Potem spodobały mi się dwa z najnowszych utworów Parova Stelara, single „In My Bones“ Ray'a Daltona, „Whiskey Tango“ Jack'a Savorettigo, „Watching You Walk Away“ Stephena Putha i „Let's Face The Music And Dance“ w wykonaniu Robbie'go Williamsa. Polubiłam też narazie parę utworów Emmy the Great, a to za sprawą filmu „Austenland“, który jest taką trochę parodią „Dumy i uprzedzenia“, ale w żaden sposób ją nie obraża, chodzi tylko o to, że główna bohaterka ma obsesję na punkcie DiU, więc wyjeżdża na wakacje do takiego miejsca, gdzie wczasowicze mogą się poczuć przez chwilę jak w epoce Jane Austen. Jest to taka komedyjka romantyczna, więc idealna na jakiś sobotni wieczór...














 

Filmy i seriale

W maju udało mi się obejrzeć „Jurassic World“, bo jakoś tak zatęskniłam za czasami, gdy interesowałam się dinozaurami (tak były takie czasy) i oglądałam 2 sezony starego serialu „Primeval“, który polecam, ale należy go oglądać trochę z rezerwą, ponieważ te efekty specjalne jeszcze nie były jak teraz, ale myślę, że wyszło im w sumie nieźle.




Później zaszalałam i obejrzałam film  „Suicide squad“ i rzeczywiście nie jest to wybitny film, ale raz obejrzeć dla rozrywki - czemu nie?
Fajnym filmem, który polecam na raz a może na dwa jest też „Berek“, komedia o grupie starych przyjaciół, którzy nawet będąc dorosłymi mężczyznami, grają przez jeden miesiąc każdego roku zabawę w berka i naprawdę komediowe było śledzenie, jak daleko mogą się posunąć, byle oddać berka.



No nie mogło zabraknąć jakieś komedyjki romantycznej a mowa tu o „Austenland“, dopiero obejrzanym przez mnie „The Proposal“ i urocze „Life as we know it“. Zaczęłam także odświeżać sobie serię Harry'ego Pottera i zdążyłam obejrzeć drugą część w oryginale. Uzupełniłam też swoje marvelowskie resty i obejrzałam „Spiderman: Far From Home“ oraz „Thor: Ragnarok“ i te produkcje są jedne z tych najlepszych filmów marvelowskich.



A na sam koniec skusił mnie „Aquaman“, którego świat bardzo mi się spodobał (królewsto i naród podwodny - Atlanie, władca oceanu - dla mnie spełnienie marzeń), ale jednak za dużo tam było tych efektów specjalnych (np. podczas tej wojny podwodnej). Wiem, jak inaczej pokazać sceny pod wodą, kiedy główni bohaterowie mówią pod wodą, ale jednak czasami mniej znaczy więcej.



W serialowym świecie odwiedziłam Nowy jork, by kontynuować „Gossip girl“, ale zarazem byłam w Mystic Falls, gdzie śledziłam poczynania najmłodszej z Mikaelsonów - Hope w „Legacies“.

Książki

Całkiem mało tych książek przeczytałam, przyznaję, ale nie miałam za dużo czasu no i do tego zastój czytelniczy był ogromny, więc na razie tylko tyle:
  • S.T.A.G.S. - M.A. Bennet (recenzja na blogu pojawi się niebawem)
  • Siedem mężów Evelyn Hugo - Taylor Jenkins Reid
  • Będzie bolało - Adam Kay
  • Może tym razem - Kasie West
Jeżeli chcecie poznać więcej co myślę o pozostałych trzech, to zapraszam na post „Miniksiążkowe recenzje“ .


lipca 13, 2020

Pięć muzycznych ulubieńców#1 - Tom Odell/ Robbie Williams/ Michael Bublé/ MIKA/ Jack Savoretti

Pięć muzycznych ulubieńców#1 - Tom Odell/ Robbie Williams/ Michael Bublé/ MIKA/ Jack Savoretti

Postanowiłam przybliżyć trochę mój gust muzyczny czytelnikom, więc zaczynam postem „Pięć muzycznych ulubieńców“, w którym poznacie jakich wokalistów najczęściej słucham oraz dołączę kilka moich ulubionych kawałków muzycznych tych właśnie wokalistów. W tego typu postach będzie zawsze piątka muzyków, chociaż jest ich znacznie więcej. Później na blogu pojawią się także następne posty z tej serii, ale będą opowiadały też o wokalistach, jak i o wokalistkach lub grupach muzycznych nie tylko zagranicznych.


Robbie Williams - moje dzieciństwo


Robbie'go Williams'a słucham już od dzieciństwa, a moim najbardziej ulubionym utworem było „Tripping“. Słuchałam też album „Swing When You’re Winning“, bo baardzo uwielbiam swing i jazz, więc ten album jest jakby takim moim pierwszym spotkaniem z taką właśnie muzyką. Teraz lubię słuchać największe przeboje ( np. „Angels“ , „Love supreme“) Robbie'go i nie tylko. Następne albumy, do których lubię wracać to: „The Heavy Entertainment Show“ (z którego możecie kojarzyć „Party like a Russian“) i „Swings Both Ways“ (taa... następny album z muzyką swing, które naprawdę polecam, jeżeli takie są Wasze klimaty)

Moja piątka  ulubionych kawałków: „David's song“ (takie trochę inne „Angels“, ale mi się bardziej podoba), „Somethin' stupid“, „Candy“, „Tripping“, „Go gentle“



MIKA - muzyka, która wzrusza i śmieszy zarazem


Z  tym wokalistą też jest związane moje dzieciństwo, ale trochę mniej niż z RW. Na utwory takie jak „Grace Kelly“ i „Happy Ending“ miło wspominam, a jeżeli jesteście jego fanami, to polecam też album „Sinfonia Pop“, gdzie usłyszycie przeróbki jego największych hitów w wersji symfonicznej (najbardziej uwielbiam „Stardust“, który w wersji symfonicznej jest po prostu magiczny). MIKA potrafi tworzyć muzykę, przy której można popłakać i zarazem się pośmiać (wyraźny kontrast możecie usłyszeć już w wyżej wspominanych GK i HE). Też jak najbardziej polecam jego ostatni krążek „My Name Is Michael Holbrook“ (z którego może słyszeliście w radio „Ice Cream“ , a ja polecam i uwielbiam także „Paloma“, „Tiny Love“ i „Dear Jealousy“). Jego śpiew jest bardzo charakterystyczny, bo potrafi śpiewać w bardzo szerokiej skali tonów.

Moja piątka ulubionych kawałków: „Happy Ending“, „Grace Kelly“, „Underwater“ , „Love today“, „Origin of love“



Tom Odell - niezwykły charakter głosu


Uwielbiam głos i muzykę Toma. Niedoceniałam go z początku, ale przed rokiem się po prostu zakochałam w jego muzyce. Utwory ma niezwykle klimatyczne, niektóre bardziej smutne, niektóre weselsze. Kiedy jestem smutna, potrzebuję się zrelaskować, albo nawet zmobilizować, to słucham utworów Odell'a. Sam Tom jest też bardzo sympatycznie skromny, no i gość ma talent. Uwielbiam także jego covery (np. cover „Video Games“ od Lany Del Rey). Chciałabym, by więcej ludzi go kojarzyło nie tylko z „Another love“ (ten utwór jest i tak moim bardzo ulubionym).

Moja piątka ulubionych kawałków: „Another love“, „Somehow“ (wg mnie najpiękniejsza piosenka wszechświata) „Go tell her now“, „Till I lost“, „Wrong crowd“



Jack Savoretti - szczypta włoskiej muzyki


Tego wokalistę odkryłam całkiem niedawno, ale od razu znalazł się w gronie moich ulubionych piosenkarzy. Jest to angielski piosenkarz z włoskim pochodzeniem, dlatego oprócz angielskich przebojów, śpiewa również po włosku. Polubiłam jego specyficzny zachrypnięty głos i oczywiście spodobało mi się jego podejście do uchwycenia muzyki.

Moja piątka ulubionych kawałków: „Whiskey tango“ , „Candlelight“ , „Love is on the line“ , „Catapult“ , „Youth and love“ (jest też wersja z MIKA)



Michael Bublé - nowoczesny Sinatra


Tak sama sobie nazywam go „nowoczesnym Frankiem Sinatrą“, bo jednak można ujrzeć wiele podobieństw. Po pierwsze Bublé jest przede wszystkim znany z coverów sławnych jazzowych piosenkarzy, w tym np. Franka Sinatry i podobnie jak Sinatra, ma baardzo przyjemny głos a jego piosenki, jak covery, tak i własne szybko wpadają do ucha. Lubię go za to, że nawet w takich nowoczesnych czasach, przypomina nam o gwiazdach i przepięknej muzyce zeszłego stulecia.


Moja piątka ulubionych kawałków: „Everything“, „Save the last dance for me“ , „Nobody but me“ , „When you're smiling“ , „It's beautiful day“



I oto kończę dzisiejszy post muzyczny, mam nadzieję, że zachęciłam do słuchania tych artystów, bo myślę, że naprawdę warto. W komentarzach możecie napisać, którzy piosenkarze są Waszymi top 5 😇.











maja 03, 2020

To sum up #2, czyli podsumowanie marca i kwietnia 2020

To sum up #2, czyli podsumowanie marca i kwietnia 2020


W marcu zaczęła się kwarantanna, w związku czym to był idealny czas do skończenia seriali, wreszcie zoabczenia tych filmów, na które nie mieliśmy czasu i przeczytanie tych najbardziej zakurzonych książek na naszych półkach. Jak mi poszło?

Muzyka
Marzec zdecydowanie należał do niedawno odkrytej przeze mnie grupy Grizfolk. Przesłuchałam  ich całe dwa albumy i jak na razie nie potrafię powiedzieć, która piosenka jest moja najbardziej ulubiona. Brałam po prostu te albumy jako całość i tyle.
Chociaż bardziej od „Waking Up The Giants“ podobał mi się album „Rarest of Birds“

 

Najczęściej  z nowszych piosenek słuchałam „99 Luftballons“ w wykonaniu Postmodern Jukebox, „Szampan“ od Sanah i „Blinding Lights“ Weeknd. Ze starszych zakochałam się w piosence Birdy „Wings“, której wersję także zaśpiewał mój ulubiony Tom Odell (którą Wam tutaj także podrzucę i możecie porównać) oraz zakochałam się także jeszcze bardziej w cudownej piosence „Unbreakable“ Jamie'go Scotta.








Filmy i seriale
Zaczęłam oglądać trzeci sezon Gossip girl i piąty The Originals. Na razie to Gossip girl jest dla mnie taki trochę guilty pleasure, bo w sumie nie uważam to za najlepszy serial, ale pozwala mi się „wyłączyć“ i ocknąć się na jakiś czas w Nowym Jorku. Teraz kursuję właśnie między NYC i NOLA, czyli New Orleans, gdzie śledzę perypetie najmłodszej z „oryginalnej rodzinki“ Mikaelson, czyli to już moje ostatnie wakacje w NOLA, bo The Originals kończą piątym sezonem. Mam zamiar jednak kiedyś na pewno do nich wrócić.
Z filmów obejrzałam na razie tylko Jumanji 2, które było moim zdaniem nawet trochę lepsze od jedynki, co ale nie zmienia faktu, że jedynka miała w sobie więcej humoru, a dwójka była bardziej przygodowa.


Jumanji: The Next Level ~2019~ Google Drive Mp4 - jumanji-2-google ...

 Książki
W tych dwóch miesiącach czytałam więcej i zdążyłam przeczytać całą trylogię „Dotyku Julii“ Tahereh Mafi i „Wiecznie żywy“ Isaaca Mariona. O „Dotyku Julii “ zrobię  wkrótce osobny post, ale teraz krótko mówiąc, trylogia jako całość mi się podobała, chociaż momentami była wolna, momentami wciągała tak bardzo, że musiałam w całości przyczytać wszystkie trzy tomy. „Wiecznie żywy“ był natomiast miłą odskocznią od rzeczywistego świata, bo chyba ze dwa lata temu obejrzałam film i mocno go polubiłam, a teraz przypomniałam sobie tę historię formą książki, od której już mam na półce drugi tom.
Mówiąc o książkach, kupiłam sobie niedawno kilka i chciałabym wam przedstawić taki mini book haul:

Dom soli i łez - Craig Erin A.              Emma - Austin Jane   Małe kobietki. Wersja ilustrowana - Alcott May Louisa             Zanim się pojawiłeś          Płonący świat. Wiecznie żywy. Tom 2 - Marion Isaac 
Najbardziej nie mogę się doczekać „Domu soli i łez“, ale cieszę się też na pozostałe pozycje. Zdecydowanie cieszę się, że zyskałam „Płonący świat“, bo na bonito.pl już były tylko dwie ostatnie sztuki, więc z moim doświadczeniem odkładania rzeczy na ostatnią chwilę, raczej się nie wahałam i od razu kupiłam.
Napiszcie w komentarzach, co u Was słychać podczas kwarantanny, co czytacie, oglądacie...
P.S. Nie za dużo tych różowych okładek? 😆 

marca 08, 2020

To sum up #1, czyli podsumowanie stycznia i lutego 2020

To sum up #1, czyli podsumowanie stycznia i lutego 2020


Pierwszy odcinek takiego popkulturalnego podsumowania minionych dwóch miesięcy. Znajdzie się zawsze coś z kategorii muzyki, filmów i seriali oraz oczywiście książek.

Muzyka

W styczniu odkryłam parę staroci, ale i też nowości muzycznych, które mi się spodobały.
Na pierwszy rzut idzie oczywiście piosenka „What A Man Gotta Do“ Jonas Brothers, którzy znowu w zeszłym roku powrócili do wspólnego nagrywania piosenek. „Conversations in the Dark“ to znowu romantyczny i piękny kawałek wokalisty Johna Legenda, którego muzyka naprawdę potrafi chwycić za serce. 
Wspominając o paru starociach muzycznych, miałam na myśli „You don't own me“ Lesley Gore i „More than you know“ Billie Holiday. Ta pierwsza jest z lat sześćdziesiątych a druga jest nagrana z lat trzydziestych, więc całkiem dawno temu, ale stała się jedną z moich ulubionych piosenek  z tych lat. „More than you know“ znalazłam dzięki serialowi „The Originals“, jak i piosenkę „Frail Love“ piosenkarki Cloves, która mi swoim klimatem przypomina „Skinny Love“ w wykonaniu Birdy. Dlatego też zostanie na pewno w moim repertuarze na dłużej. Znalazłam też piosenkę „Mad World“ cover od Imagine Dragons, którzy naprawdę nagrali świetną wersję tego utworu z lat osiemdziesiątych. Moje serce skradł także cover Postmodern Jukebox „Like a Prayer“ Madonny. 


















Filmy i seriale
W styczniu obejrzałam taki lekki film „Little Italy“ z Emmą Roberts, który ale nie wniósł nic nowego i był bardzo podobny do filmu „Pizza z sercem“. W lutym skończyłam sezon 3 i 4 „The Originals“, które były bardzo dobre i  myślę, że jeszcze lepsze od poprzednich. Trochę mi żal, że sezon 5 jest ostatnim, bo naprawdę polubiłam ten serial, rodzinę pierwotnych wampirów no i ten cały dobrze przedstawiony świat w mrocznym klimacie. Obejrzałam też film z Saoirse Ronan „Lady Bird“ , o którym stale mam mieszane uczucia, ale z pewnością do niego nie wrócę. Tego nie mogę jednak powiedzieć o „Niezwykłej podróży fakira, który utknął w szafie“. Ten film mnie zarazem jak rozbawił, tak i wzruszył, który jest uroczy , co prawda raczej opowiadający przygodę o nieprawdopodobnych okolicznościach, ale i tak przyjemny, lekki i zdecydowanie najlepszy na poprawę humoru. Po obejrzeniu „W deszczowy dzień w Nowym Jorku“ Woody'ego Allena jeszcze bardziej zachciało mi się pojechać do Nowego Jorku a drugi odcinek „To All The Boys“ podobał mi się bardziej niż poprzedni.
Cole Sprouse and Haley Lu Richardson in Five Feet Apart (2019) 
Bérénice Bejo, Dhanush, Erin Moriarty, and Barkhad Abdi in The Extraordinary Journey of the Fakir (2018) KsiążkiNiestety zdążyłam przeczytać tylko jedną książkę, o której warto wspomnieć: „Pięć kroków od siebie“. O lekturach tutaj raczej nie bądę wspominała, ale recenzję na film i książkę „Pięć kroków od siebie“ znajdziecie na blogu. To tyle z mojej strony dzisiaj, napiszcie w komentarzach, czy widzieliście któryś z tych filmów i co sądzicie o muzyce.    





września 03, 2019

Mar De Colores, czyli morze pełne kolorów, muzyki i lata

Mar De Colores, czyli morze pełne kolorów, muzyki i lata

Dopiero niedawno słuchałam tej płyty popularnego hiszpańskiego piosenkarza, Alvaro Solera. „Mar De Colores“ wprawdzie ukazała się już w 2018 roku, ale na pewno będzie aktualna dla każdego nadchodzącego lata. Kto by nie chciał słuchać przyjemnych melodii, przesyconych słońcem i wakacjami, nawet w inną porę roku? „Mar De Colores“ zapewni dobrą rozrywkę na imprezie, ale i też przy zwakłym relaksowaniu w domu.
Ja chciałabym się jednak podzielić wrażeniami z nowego wydania tej płyty, czyli „Mar De Colores (Versión Extendida)“. Jest to wprawdzie ten sam album, ale z dodanymi do niego duetami i innymi nowymi piosenkami.
Pierwszą piosenką jest  „La Libertad“, goszczącą nie tak dawno w listach przebojów różnych radiowych stacji. Jest energiczna i podobna do innych znanych hitów Alvara. „La Libertad“ oznacza wolność i o dążeniu do wolności jest właśnie ta piosenka. Podobnie jak „La Libertad“, tak i nastąpna piosenka „Loca“ jest dodaną do nowego wydania tego albumu. Przy pierwszym słuchaniu bardzo mnie urzekło pianino na początku piosenki. Mam wrażenie, jakbym się znałazła w podwieczór na ulicy, gdzieś w Hiszpanii lub na Kubie. Jest to piosenka bardzo klimatyczna, a po refrenie, w którym Alvaro śpiewa, jak traci rozum z powodu miłości, następuje subtelne solo trąbki, która jeszcze bardziej podkreśla klimat i nie daje o siebie zapomnieć przez całą piosenkę. 
Następnie płynnie przechodzimy do „La Cintura“, czyli do gorącego hitu zeszłorocznego lata. To oryginalnie pierwsza piosenka na pierwotnym albumie, a w nowym wydaniu znajdziemy też wersję z TINI i Flo Rida. 
„Histerico“ to następna taneczna piosenka z podobnymi klimatem i rytmem jak „La Cintura“. Natomiast „Te Quiero Lento“ od pierwszych tonów skradło moje serce, jako urocza, miła, przyjemna piosenka z wpadającą w ucho melodią. Piosenkarz tym razem przyznaje, że trzeba w życiu trochę zwolnić i dostrzec piękno w drobiazgach życia ze swoją ukochaną osobą. „Te Quiero Lento“ znaczy dosłownie „ Kocham Cię Powoli“ i na pewno to będzie jedna z  moich ulubionych piosenek Alvara. Spokojniejszą piosenką jest też „Ella“. Skłaniająca do refleksji i do wędrówki między naszymi wspomnieniami, „Ella“ jest opowieścią o miłości z nutą rozpaczy. 
Jednak weselszą piosenką, następną z kolei jest „Puebla“, zachęcająca do chwytania każdego momentu i poprostu do zatańczenia i cieszenia się przy tym z drobiazgów. 
W bardzo latynoskim rytmie przechodzimy do „Au, Au, Au“, w której Alvaro zakochuje się w kobiecie powszechnie „nazywaną w Argentynie żmiją“. Piosenka jest krótka i zleci szybko, podobnie jak następna. Mowa tu o „Fuego“, czyli o ogniu, który płonie, ale jednak dla zapomnianej miłości, która złamała serce nie tylko Alvarowi, ale i nawet Nico Santosowi, którzy o tym śpiewają razem w tym właśnie utworze. 
Następną piosenką jest „Veneno“, która po paru  pierwszych nutach zaskakująco odrzuca od automatycznie nastawionego charakteru piosenki, a przechodzi w coś zupełnie innego, rytmicznego i bardzo toksycznie uzależniającego, że potrafię słuchać tego w nieskończoność. „Veneno“ oddaje muzyczny charakter tekstu, którym Alvaro śpiewa o utopijnym, nawet toksycznym związku -  właśnie „Veneno“ to w hiszpańskim trucizna. Ja się absolutnie pozytywnie zatrułam tą piosenką i za mnie to zdecydowanie najlepsza piosenka z tego krążka, może nawet w ogóle z całej kariery Solera. W każdym przypadku przejdźmy dalej: „Piękna“, czyli „Bonita“ jest następną z tych krótszych utworów tej płyty i już od pierwszych nut mi przypomina pewną starą piosenkę „La Camisa Negra“, pamiętacie ją jeszcze? 
W bardzo hiszpańskich klimatach, Alvaro tęsknie śpiewa „No Te Vayas“, która wcale nie jest rozpaczliwa, wręcz przeciwnie. Chociaż tytuł „Nie Odchodź“ sugeruje nam smutne klimaty, to znów mam uczucie, jakbym przechodziła gdzieś przez ulicę w Barcelonie. 
Jednak „Niño Perdido“ to już wolniejszy utwór. Rozpoczyna go nastrojowe pianino, a cały utwór na swój sposób stopniowo nabiera na sile, a na końcu w efekcie otrzymujemy prawdziwe brzmienie, cały czas ukrywane. 
Kolejną krótszą piosenką jest „Toro“, która wprowadza nas w leniwy, choć przyjemny nastrój. 
„Yo contigo, Tú Conmigo“ to jeden ze świeżych i energicznych utworów, który jest doskonałym przeciwstawieniem „Toro“. Zaraz potem następuje nowa odsłona „La Cintura“, o której już wspominałam wcześniej. Alvaro w połączeniu z Tini i Flo Rida to coś nowego, chociaż „La Cintura“ w tej odsłonie jest prawie identyczna z oryginalną wersją solo. 
Wreszcie słyszę piosenkę, na którą czekam, słuchając cały album. Mowa tu o niesamowitym duecie Alvara z Birdy. W tej wersji „Let It Go“ zakochałam się od pierwszego słuchania. Birdy znałam tylko trochę, a to za sprawą jej udanego coveru „Skinny Love“, ale gdy widziałam, że razem z Alvarem nagrała piosenkę z  roku 2015, to musiałam po prostu posłuchać, jak hiszpański język zaaklimatyzuje się w tym utworze. Naprawdę cieszę się, że ten kawałek Birdy nagrała razem z Alvarem. Dynamicznie stopniujący, z cudownie zawartym pięknem, opowiadający o sile odpuszczenia utwór, jest według mnie lepszy nawet od tej wersji, gdzie Birdy zaśpiewała razem z Rhodes. Po magicznym nastroju, kolejnym i zarazem ostatnim utworem z albumu „Mar De Colores (Version Extendida)“ jest „Lo Mismo“, czyli „Nie Obchodzi Mnie To“. Znów mamy tutaj duet, tym razem z nowym połączeniem francuskiego z hiszpańskim, co też całkiem nieźle wychodzi.
Podsumowując, Alvaro pisze niebanalne teksty, a w jego piosenkach, chociaż bardzo podobnych charakterem do pozostałych, można znaleźć coś innego, energicznego, motywującego i pobudzającego do tańczenia. Wiem, że wakacje już za nami, ale pozwólmy sobie na odrobinę relaksu w postaci słuchania „Mar De Colores“, które nam przypomni nasze letnie wspomnienia i chyba mogę śmiało zachęcić do słuchania tej płyty nawet w okresie zimowym.
Copyright © 2016 Popkulturalna Sydney , Blogger