Pokazywanie postów oznaczonych etykietą film. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą film. Pokaż wszystkie posty

czerwca 20, 2021

Wyznania gejszy - Arthur Golden /recenzja książki/

Wyznania gejszy - Arthur Golden /recenzja książki/

Kiedy byłam na wakacjach w Grecji, to w biblioteczce w lobby hotelu przykuła moją uwagę właśnie ta książka. Historię Wyznań gejszy znałam w tym czasie tylko z filmu o tej samej nazwie, więc trochę mnie zaskoczyło, że jest nawet książka, na podstawie której nakręcono ten całkiem znany i piękny film. Hotelowy egzemplarz Wyznań gejszy zaskakująco nie był napisany po grecku, ale chyba po rumuńsku lub w języku tureckim - tego niestety już tak dobrze nie pamiętam. Pamiętam jednak, że od tego czasu chciałam przeczytać tę książkę, a po zaopatrzeniu się we własny egzemplarz przeczytałam i zapraszam do poznania mojej recenzji i wrażeń.

Wyznania gejszy snują opowieść o Sayuri, która kiedyś tak naprawdę nazywała się Chiyo i mieszkała w małej rybackiej wiosce. Po zabraniu i sprzedaniu Chiyo i jej starszej siostry z wioski do Kioto, siostry zostają rozdzielone, a Chiyo trafia do okiya, czyli domu gejsz, gdzie najpierw pełni funkcję służącej, ale później sama zaczyna się uczyć bycia gejszą. Poznajemy nie tylko świat gejsz od podszewki, razem z małą Chiyo i potem dojrzałą Sayuri, ale także i dawne Kioto, przed i powojenną Japonię. Główną rolę także gra tutaj miłość, zdrada, uwodzenie, przyjaźń, wojna i wiele innych motywów.

Oprócz Sayuri, która sama opowiada nam swoją historię, mamy tutaj wiele innych postaci, które przewijają się przez calą powieść. Warto wspomnieć tutaj Mamehę, czyli przewodniczkę Sayuri na jej drodze do bycia gejszą czy złośliwą Hatsumomo, wieczną rywalkę Mamehy i Sayuri, która ciągle dokucza głównej bohaterce, czym zmusza Mamehę do planowania intryg i do zrobienia z Sayuri najlepszą gejszę w Gion.

Nie mogę tutaj ominąć ważną postać, która co prawda pojawia się raczej sporadycznie, ale dla Sayuri jest najważniejszą osobą w jej życiu. Mowa tutaj o Prezesie, dzięki któremu w przeszłości załamana Sayuri odzyskała nadzieję i wybrała drogę do spełnienia jej marzenia, czyli bycia gejszą. Dzięki Prezesowi, będącym stale w jej myśli, Sayuri znosi złośliwości Hatsumomo i inne przykre rzeczy w jej życiu. 

Bardzo mi się spodobała ta opowieść i będę na pewno wracać do Kioto, by towarzyszyć Sayuri na jej drodze do bycia gejszą. Samą książkę bardzo szybko się czyta, a całe tło, jak historyczne czy społeczne jest całkiem dobrze przedstawione. Historia jest opowiadana tak jakby wydarzyła się naprawdę. Chociaż Wyznania gejszy są fikcją, to jednak autor wzorował swoją opowieść na wyznaniach prawdziwej gejszy Mineko Iwasaki oraz korzystał z wiele wiarygodnych źródeł. 

Polecam tę powieść nie tylko zainteresowanym Japonią, ale także i tym co lubią czytać powieści obyczajowe z wątkami, które wymieniałam już powyżej. Raczej nie polecałabym tej książki młodszym czytelnikom, ponieważ do tej historii trzeba jednak trochę dojrzeć. Tak samo film, moim zdaniem całkiem wierna adaptacja tej książki, polecam obejrzeć. Jest to naprawdę perełka kinematograficzna, a soundtrack jest bardzo klimatyczny i piękny.

Więcej rozpisywać się nie będę i jeszcze raz polecam tę piękną historię, czy to obejrzeć, czy przeczytać. Moim zdaniem naprawdę warto.

P.S. podrzucam tradycyjnie utwór, który możecie słuchać do czytania recenzji i nie tylko.


 

marca 15, 2021

The Beauty Inside - recenzja filmu koreańskiego #2

The Beauty Inside - recenzja filmu koreańskiego #2

 


Nie tak całkiem dawno obejrzałam piękny koreański film, po którym się nie spodziewałam, że aż tak mi się spodoba. Ja jednak mam już takie doświadczenie z koreańskimi produkcjami, więc jakby się na tym tak zastanowić, to wcale się nie dziwę. Mowa tutaj o filmie The Beauty Inside z roku 2015, który fabułą jest całkiem podobny do książki pt. Każdego dnia (wpominam o książce, chociaż film też jest, ale ja go uznaję tylko jako nieudaną i marną próbę zekranizowania takiej fajnej powieści - ale o tym może kiedy indziej). Jasne, dostajemy tutaj podobną historię i bohaterów, schematów może nie brak, ale otrzymujemy zarówno coś znanego, jak i świeżego z niepowtarzalnym klimatem, który potrafią tylko azjatyckie produkcje.

Fabuła

The Beauty Inside opowiada historię o młodym mężczyźnie, który każdego dnia budzi się w innym ciele (które do nikogo nie należy). Zaczęło się mu to dziać, kiedy był jeszcze nastolatkiem i od tej pory żyje w swoim mieszkaniu pełnym butów, akcesorii i ubrań przeróżnej wielkości i przynależności do płci. Z czasem przyzwyczaił się do swojego nietypowego trybu życia, o którym wie tylko jego matka i najbliższy przyjaciel, z którym prowadzi firmę meblarską. Jego hobby jest właśnie własnoręczne produkowanie i projektowanie mebli, które cieszą się wielkim zainteresowaniem wśród kupujących. Pewnego dnia, główny bohater Woo-jin, spotyka młodą kobietę E-soo, w której się zakochuje.

To taka wstępna fabuła, bo nic wam nie chcę wiącej zdradzać. Sama wiedziałam o fabule nawet mniej niż tyle i zaskoczyłam się wiele razy, więc im mniej się zna fabułę, tym lepiej się można bawić przy nie tylko tym filmie. A chociaż sama fabuła nie jest skomplikowana, nie ma tutaj dynamicznej akcji, to przez film się płynie, bardziej poznawając głównych bohaterów.

Korean Movie 뷰티 인사이드 (The Beauty Inside, 2015) 하이라이트 영상 (Highlight Video)

Moje wrażenia

Powiem tak, przed oglądaniem nie nastawiałam się na nic zaskakującego, nowego, a jednak ten film niejednokrotnie mnie przyjemnie zaskoczył. Postać Woo-jina jest bardzo interesująca i różnorodna, w szczególności dlatego, że jest portretowana przez wielu aktorów, a jednak wszyscy mają to coś, co jest wspólne i pozwalają nie zapominać, kim jest Woo-jin. Właśnie dla niektórych może być bardzo przyjemna niespodzianka, spotkać w tym filmie swojego ulubionego aktora, bo tych gwiazd jest tutaj więcej, w tym i moi ulubieni aktorzy. Bardzo mi się spodobała relacja Woo-jina z E-soo, była realnie i pięknie przedstawiona, a sama postać E-soo też jest interesująca. Całe to tło meblarstwa też było dla mnie nowością, bo jeszcze w żadny filmie nie spotkałam sią z tym motywem. Tradycyjnie znajdziemy tutaj sceny, które wzruszają, jak i te, które śmieszą.

Porównując The Beauty Inside do historii bardzo podobnej, do Każdego dnia, niektórzy mogliby powiedzieć, przecież „to o tym samym“, ja jednak się nie zgadzam. Chociaż historia jest prawie taka sama, bo o tej samej tematyce, jednak cały film, klimat a nawet fabuła jest inna, moim zdaniem nawet piękniejsza. Tak jak książkę Każdego dnia uwielbiam, tak pokochałam The Beauty Inside. 

Dlaczego warto oglądać?

Klimat i dobrze znana historia, z jednak innym podejściem, który powiewa świeżością, to nie jedyne zalety tego filmu. Obsada - cud, muzyka - miód. Podejście realne do problemu Woo-jina, też na plus. Jest tutaj poruszony ciekawy temat meblarstwa, a humoru też nie brakuje. Moim zdaniem ten film nie jest żadnym wielkim wyciskaczem łez, ale oczywiście zdarzyły się tutaj smutne momenty.

Zapraszam śmiało do oglądania! Jeżeli lubicie filmy z wątkiem romantycznym i trochę fantastycznym to polecam, a miłośnikom azjatyckiego kina szczególnie! Świetna pozycja dla każdego, kto potrzebuje chwilę relaksu i chce poznać piękną historię!

Jeśli obsada aktorska i inne moje rozważania jeszcze Was nie przekonały, to warto wspomnieć o motywie pewnej podróży, która zdecydowanie mnie najbardziej zaskoczyła, a Yoo Yeon Seok w końcówce filmu to już po prostu wisieńka na tym pysznym filmowym torcie.

The Beauty Inside' Review: A South Korean Remake - Variety

 

Zakochałam się, tak jak nasi główni bohaterowie w  piosence „Amapola“, którą mocno polecam posłuchać, a podrzucam już tradycyjnie jak tę, tak i inną piosenkę przewodnią tego filmu.

 



A Wy już oglądaliście jakikolwiek azjatycki film?  Lubicie motyw przewodni tego filmu np. w książce „Każdego dnia“?



stycznia 24, 2021

Wielkie Popkulturalne Podsumowanie 2020 Roku

Wielkie Popkulturalne Podsumowanie 2020 Roku


Jak już wszyscy wiedzą, ten rok zostanie zapamiętany raczej mało pozytywnie, chociaż jest to sprawa indywidualna i osobista każdego z nas. Ja jednak nie będę ten rok wspominała jako najgorszy, bo miał też zarówno swoje plusy i minusy. Trochę opóźnione podsumowanie tego roku poniżej jest bardzo subjektywne, więc nie zrażajcie się moich opinii, bo jest tu też taka trochę kontrowersyjna. Jeżeli jesteście więc ciekawi mojego popkulturalnego podsumowania tego roku, to zapraszam do czytania! 

Książkowe Podsumowanie 

Do tych najlepszych książek tego roku, mogę bez wahania zaliczyć Vicious i Okrutną pieśń, autorstwa V.E. Schwab. Nie są to na pewno najlepsze książki, które kiedykolwiek czytałam, ale naprawdę mnie miło zaskoczyły, bo po Vicious spodziewałam się wiele, i tyle też dostałam. Do pozytywnych zaskoczeń tego roku zaliczam takżę króciutką książkę Erica-Emmanuela Schmitta, a mowa tu o Tajemnicy pani Ming. Ciepło będę też wspominać dziennik byłego lekarza Adama Kaya, pt. Będzie bolało i trylogię Dotyk Julii. Za jedną z najlepszych książek przeczytanych w 2020 roku jednak uważam Pianistę. Bardzo dobrze napisany dziennik pianisty, Władysława Szpilmana, który opisując realia drugiej wojny światowej w getcie warszawskim, przykuwa naszą uwagę, śledząc losy bohatera, a to wszystko napisane czystą prawdziwością.

Za książkowe rozczarowanie uważam jednak... Moment, zdajcie sobie sprawe zanim zaczniecie kontynuować, że to jest moja bardzo subjektywna opinia  i jeżeli lubicie tę pozycję, to fajnie, ja ją jednak nie polecam. Mowa tutaj o Siedmiu mężach Evelyn Hugo, która, mam wrażenie, spodobała się wszystkim, oprócz mnie. Książka nie była zła, ale nie spełniła też moich oczekiwań, a samo jej czytanie po prostu męczyło mnie, głównie psychicznie. Oczywiście porusza ważne tematy, ale dla mnie to było tylko jedno wielkie NIE i koniec kropka.

Jeżeli chcielibyście poznać moją recenzję, na temat tych książek, to zachęcam do przeczytania postów miniksiążkowe recenzje

Moja Playlista Roku 2020

W tym roku dużo słuchałam soundtracków, a po odkryciu CLOY głównie tych koreańskich, ale na mojej playliście nie zabrakło oczywiście dobrych piosenek moich ulubieńców, jak nowych, tak i tych starych.

Do mojej playlisty dodałam nowych wykonawców takich, jak np. The Weeknd, Stereophonics, The Lumineers, Jason Derulo, Jack Savoretti, First Aid Kit, Davichi, Jung Seun Hwan, Sanah i wiele innych. Wg spotify piosenka, którą najwięcej słuchałam był Sad March od Elaine i jest to chyba prawda, bo związku z tym, że nie był to dla mnie najłatwiejszy rok, to potrzebowałam właśnie takiej muzyki i jestem bardzo wdzięczna temu, że znalazłam kawałek siebie w tej, konkretnej popkulturze.

Moja piątka najczęściej słuchanych utworów:






I piątka koreańskich perełek:

 
 


 

Filmy i seriale obejrzane w roku 2020

W związku z tym, że po większość roku były zamknięte kina, to zdążyłam akurat na film Mulan, który nieco mnie zawiódł, ale przy którym generalnie się świetnie bawiłam. do tych przyjemnych filmów zaliczę zdecydowanie też Niezwykłą podróż fakira, który utknął w szafie i Five feet apart, The Mood of the Day i nową Emmę, a do tych ciekawych także Negotiation (thriller koreański z Hyun Binem i Son Ye-Jin) i The Swindlers.

 

Jednak u mnie rok 2020 należał bardziej do serialów. Udało mi się skończyć wspaniałych The Originals i odmóżdżającą Gossip Girl, która generalnie nie była taka zła (po tych 2 latach oglądania jakoś tęsknię za tymi postaciami, bo bardzo się z nimi zżyłam), więc na pewno zostanie w moich guilty pleasure. No i oczywiście muszę tutaj wspomnieć o moim znacznym odkryciu tego roku, a mowa tutaj o k-dramach. Wszystko za sprawą genialnego serialu Crash Landing On You, które po prostu tak chwyciło moje serce, że siedzę teraz tylko w koreańskiej popkulturze. Na prawdę nie spodziewałam się, że po obejrzeniu jednego serialu, cała moja drabina wartości się zmieni, a moje gusta filmowe i serialowe razem z nią. Po CLOY przyszedł również świetny Goblin, lekkie Touch Your Heart i What's wrong with Secrtary Kim, genialnie prześwietny serial historyczny Mr. Sunshine, kochane Hospital Playlist i Start Up z moim nowym ulubieńcem 😊.


Jakieś specjalne plany popkulturalne na rok 2021? Hmm... Na pewno obejrzeć więcej k-dram, ale to myślę, że nie będzie w ogóle trudne, bo już teraz czaję się na The Tale of the Nine Tailed, a ogólnie czytać więcej książek i poznawać więcej nową dla mnie kulturę.

A jak tam Wasz Rok 2020? Udany, czy nie, dajcie znać w komenatarzach!

sierpnia 11, 2020

Emma. (2020) - recenzja filmu

Emma. (2020) - recenzja filmu

  Jakoś tak się złożyło, że zawsze oglądam ekranizacje powieści Jane Austen, a dopiero później je czytam. Z „Emmą“ próbowałam przełamać ten mój niechlubny zwyczaj, ale po przeczytaniu parę pierwszych rozdziałów zdecydowałam odłożyć lekturę na później, bo mnie za bardzo nie wciągnęła, a mój stosik książek do przeczytania stale rośnie, więc postanowiłam czytać coś innego. Jednak za jakiś czas skusiła mnie najnowsza adaptacja „Emmy“ do obejrzenia i właśnie o tej adaptacji chciałabym dzisiaj pogadać 😇.

  Na początek jednak parę słów, o czym „Emma“ opowiada: mamy tutaj główną bohaterkę Emmę Woodhouse, która mieszka sama razem ze swoim ojcem, która w wolnych chwilach bawi się w swatkę. Po udanym zeswatanym zamążpójściu jej koleżanki, Emma zaczyna się nudzić. To się jednak zmienia, kiedy poznaje Harriet Smith, biedną dziewczynę z sierocińca, z którą się zaprzyjaźnia i postanawia ją też w najbliższej okazji zeswatać, nie dbając na rady kogokolwiek. Sama historia jest przeplatana wieloma pomyłkami głównych bohaterów i pozwala z satyrycznego punktu widzenia poznać środowisko i poglądy społeczeństwa i czasy, w których tworzyła i żyła sama Jane Austen.

Nietradycjnie tradycyjne podejście do ekranizacji

 Wiele zostało tradycyjnych adaptacji „Emmy“ zekranizowanych, dlaczego więc robić następne? Takie pytanie chyba każdy z nas zadaje, kiedy sprawdza premiery kinowe adaptacji światowie znanych książek, które nie wyglądają, żeby przyniosły coś nowego. Jednak pomimo tego, że film „Emma.“ nie jest pierwszą ani ostatnią adaptacją tego popularnego dzieła Jane Austen, to można tutaj zauważyć, czy chociaż mieć poczucie tej nietradycyjności, w tradycyjnym dziele. Sami aktorzy wyglądają naturalnie, nie zobaczycie tutaj aktorek z kafelkami makijażu, tak logicznie nieprawdziwym w epoce austenowskiej. Muzyka też zaskakuje, bo pełno tutaj utworów a ccapella, które oddają typowy klimat ówczesnej epoki, a występy muzyczne w filmie naprawdę wykonywali aktorzy.

 Obsada aktorska została bardzo dobrze dobrana, bo potrafimy nie tylko wyczuć chemię między głównymi bohaterami, ale pozostali aktorzy świetnie się spisali w własnym portretowaniu bohaterów. Aktorka, która zagrała tytułową Emmę, Anya Taylor-Joy udowodniła, że jeszcze o niej w filmowej przyszłości usłyszymy, a Bill Nighy w roli ojca Emmy zaskoczy nie jednego widza, znającego go tylko z takich filmów typu „Love Actually“. 

Dla kogo ten film?

Zdecydowanie dla wszystkich fanów Jane Austen. Pomimo tych wiele ekranizacji powieści Austen, ta będzie należała do moich ulubionych. Nie jest to jakieś wybitnie hollywoodzkie kino, ale świeżo satyryczno-komicznie przedstawiona powieść właśnie tej autorki. Myślę, że „Emma“ jako debiut reżyserski Autumn de Wilde się udał i zachęcam zapoznaniem się z nim, nie tylko fanów, ale także dla tych, którzy chcieliby obejrzeć coś świeżego, a zarazem znajomego o czasach Jane Austen. 

 

 

A Wy widzieliście już nową „Emmę“? Co o niej sądzicie? Chętnie zapoznam się z różnymi opiniami w komentarzach! Ja osobiście się w bliskiej przyszłości wezmę za rozpoczętą lekturę „Emmy“ i później porównam z filmem.

sierpnia 04, 2020

To sum up #3 , czyli podsumowanie maja i czerwca 2020

To sum up #3 , czyli podsumowanie maja i czerwca 2020



Tak, wiem, że już koniec lipca a zaczął sierpień, a ja tutaj przychodzę dopiero z podsumowaniem maja i czerwca, ale jak to się mówi: „Lepiej późno niż wcale“.

Muzyka

Pewnego razu na youtubie znalazłam grupę muzyczną Sleeping at Last. Chociaż nigdy za bardzo nie lubiłam takich wolnych i trochę smutnych w brzmieniu utworów, to z czasem mój gust muzyczny się zmienił i dużo takiej muzyki teraz słucham. Sleeping at Last tworzą dobrą muzykę i tym, którzy lubią taką trochę slow muzykę i polecam także przesłuchanie ich coverów znanych piosenek.Jednak nie znam całej ich twórczości, ponieważ przesłuchałam tylko parę utworków, ale mogę Wam ją polecić.





Potem spodobały mi się dwa z najnowszych utworów Parova Stelara, single „In My Bones“ Ray'a Daltona, „Whiskey Tango“ Jack'a Savorettigo, „Watching You Walk Away“ Stephena Putha i „Let's Face The Music And Dance“ w wykonaniu Robbie'go Williamsa. Polubiłam też narazie parę utworów Emmy the Great, a to za sprawą filmu „Austenland“, który jest taką trochę parodią „Dumy i uprzedzenia“, ale w żaden sposób ją nie obraża, chodzi tylko o to, że główna bohaterka ma obsesję na punkcie DiU, więc wyjeżdża na wakacje do takiego miejsca, gdzie wczasowicze mogą się poczuć przez chwilę jak w epoce Jane Austen. Jest to taka komedyjka romantyczna, więc idealna na jakiś sobotni wieczór...














 

Filmy i seriale

W maju udało mi się obejrzeć „Jurassic World“, bo jakoś tak zatęskniłam za czasami, gdy interesowałam się dinozaurami (tak były takie czasy) i oglądałam 2 sezony starego serialu „Primeval“, który polecam, ale należy go oglądać trochę z rezerwą, ponieważ te efekty specjalne jeszcze nie były jak teraz, ale myślę, że wyszło im w sumie nieźle.




Później zaszalałam i obejrzałam film  „Suicide squad“ i rzeczywiście nie jest to wybitny film, ale raz obejrzeć dla rozrywki - czemu nie?
Fajnym filmem, który polecam na raz a może na dwa jest też „Berek“, komedia o grupie starych przyjaciół, którzy nawet będąc dorosłymi mężczyznami, grają przez jeden miesiąc każdego roku zabawę w berka i naprawdę komediowe było śledzenie, jak daleko mogą się posunąć, byle oddać berka.



No nie mogło zabraknąć jakieś komedyjki romantycznej a mowa tu o „Austenland“, dopiero obejrzanym przez mnie „The Proposal“ i urocze „Life as we know it“. Zaczęłam także odświeżać sobie serię Harry'ego Pottera i zdążyłam obejrzeć drugą część w oryginale. Uzupełniłam też swoje marvelowskie resty i obejrzałam „Spiderman: Far From Home“ oraz „Thor: Ragnarok“ i te produkcje są jedne z tych najlepszych filmów marvelowskich.



A na sam koniec skusił mnie „Aquaman“, którego świat bardzo mi się spodobał (królewsto i naród podwodny - Atlanie, władca oceanu - dla mnie spełnienie marzeń), ale jednak za dużo tam było tych efektów specjalnych (np. podczas tej wojny podwodnej). Wiem, jak inaczej pokazać sceny pod wodą, kiedy główni bohaterowie mówią pod wodą, ale jednak czasami mniej znaczy więcej.



W serialowym świecie odwiedziłam Nowy jork, by kontynuować „Gossip girl“, ale zarazem byłam w Mystic Falls, gdzie śledziłam poczynania najmłodszej z Mikaelsonów - Hope w „Legacies“.

Książki

Całkiem mało tych książek przeczytałam, przyznaję, ale nie miałam za dużo czasu no i do tego zastój czytelniczy był ogromny, więc na razie tylko tyle:
  • S.T.A.G.S. - M.A. Bennet (recenzja na blogu pojawi się niebawem)
  • Siedem mężów Evelyn Hugo - Taylor Jenkins Reid
  • Będzie bolało - Adam Kay
  • Może tym razem - Kasie West
Jeżeli chcecie poznać więcej co myślę o pozostałych trzech, to zapraszam na post „Miniksiążkowe recenzje“ .


maja 03, 2020

To sum up #2, czyli podsumowanie marca i kwietnia 2020

To sum up #2, czyli podsumowanie marca i kwietnia 2020


W marcu zaczęła się kwarantanna, w związku czym to był idealny czas do skończenia seriali, wreszcie zoabczenia tych filmów, na które nie mieliśmy czasu i przeczytanie tych najbardziej zakurzonych książek na naszych półkach. Jak mi poszło?

Muzyka
Marzec zdecydowanie należał do niedawno odkrytej przeze mnie grupy Grizfolk. Przesłuchałam  ich całe dwa albumy i jak na razie nie potrafię powiedzieć, która piosenka jest moja najbardziej ulubiona. Brałam po prostu te albumy jako całość i tyle.
Chociaż bardziej od „Waking Up The Giants“ podobał mi się album „Rarest of Birds“

 

Najczęściej  z nowszych piosenek słuchałam „99 Luftballons“ w wykonaniu Postmodern Jukebox, „Szampan“ od Sanah i „Blinding Lights“ Weeknd. Ze starszych zakochałam się w piosence Birdy „Wings“, której wersję także zaśpiewał mój ulubiony Tom Odell (którą Wam tutaj także podrzucę i możecie porównać) oraz zakochałam się także jeszcze bardziej w cudownej piosence „Unbreakable“ Jamie'go Scotta.








Filmy i seriale
Zaczęłam oglądać trzeci sezon Gossip girl i piąty The Originals. Na razie to Gossip girl jest dla mnie taki trochę guilty pleasure, bo w sumie nie uważam to za najlepszy serial, ale pozwala mi się „wyłączyć“ i ocknąć się na jakiś czas w Nowym Jorku. Teraz kursuję właśnie między NYC i NOLA, czyli New Orleans, gdzie śledzę perypetie najmłodszej z „oryginalnej rodzinki“ Mikaelson, czyli to już moje ostatnie wakacje w NOLA, bo The Originals kończą piątym sezonem. Mam zamiar jednak kiedyś na pewno do nich wrócić.
Z filmów obejrzałam na razie tylko Jumanji 2, które było moim zdaniem nawet trochę lepsze od jedynki, co ale nie zmienia faktu, że jedynka miała w sobie więcej humoru, a dwójka była bardziej przygodowa.


Jumanji: The Next Level ~2019~ Google Drive Mp4 - jumanji-2-google ...

 Książki
W tych dwóch miesiącach czytałam więcej i zdążyłam przeczytać całą trylogię „Dotyku Julii“ Tahereh Mafi i „Wiecznie żywy“ Isaaca Mariona. O „Dotyku Julii “ zrobię  wkrótce osobny post, ale teraz krótko mówiąc, trylogia jako całość mi się podobała, chociaż momentami była wolna, momentami wciągała tak bardzo, że musiałam w całości przyczytać wszystkie trzy tomy. „Wiecznie żywy“ był natomiast miłą odskocznią od rzeczywistego świata, bo chyba ze dwa lata temu obejrzałam film i mocno go polubiłam, a teraz przypomniałam sobie tę historię formą książki, od której już mam na półce drugi tom.
Mówiąc o książkach, kupiłam sobie niedawno kilka i chciałabym wam przedstawić taki mini book haul:

Dom soli i łez - Craig Erin A.              Emma - Austin Jane   Małe kobietki. Wersja ilustrowana - Alcott May Louisa             Zanim się pojawiłeś          Płonący świat. Wiecznie żywy. Tom 2 - Marion Isaac 
Najbardziej nie mogę się doczekać „Domu soli i łez“, ale cieszę się też na pozostałe pozycje. Zdecydowanie cieszę się, że zyskałam „Płonący świat“, bo na bonito.pl już były tylko dwie ostatnie sztuki, więc z moim doświadczeniem odkładania rzeczy na ostatnią chwilę, raczej się nie wahałam i od razu kupiłam.
Napiszcie w komentarzach, co u Was słychać podczas kwarantanny, co czytacie, oglądacie...
P.S. Nie za dużo tych różowych okładek? 😆 

marca 08, 2020

To sum up #1, czyli podsumowanie stycznia i lutego 2020

To sum up #1, czyli podsumowanie stycznia i lutego 2020


Pierwszy odcinek takiego popkulturalnego podsumowania minionych dwóch miesięcy. Znajdzie się zawsze coś z kategorii muzyki, filmów i seriali oraz oczywiście książek.

Muzyka

W styczniu odkryłam parę staroci, ale i też nowości muzycznych, które mi się spodobały.
Na pierwszy rzut idzie oczywiście piosenka „What A Man Gotta Do“ Jonas Brothers, którzy znowu w zeszłym roku powrócili do wspólnego nagrywania piosenek. „Conversations in the Dark“ to znowu romantyczny i piękny kawałek wokalisty Johna Legenda, którego muzyka naprawdę potrafi chwycić za serce. 
Wspominając o paru starociach muzycznych, miałam na myśli „You don't own me“ Lesley Gore i „More than you know“ Billie Holiday. Ta pierwsza jest z lat sześćdziesiątych a druga jest nagrana z lat trzydziestych, więc całkiem dawno temu, ale stała się jedną z moich ulubionych piosenek  z tych lat. „More than you know“ znalazłam dzięki serialowi „The Originals“, jak i piosenkę „Frail Love“ piosenkarki Cloves, która mi swoim klimatem przypomina „Skinny Love“ w wykonaniu Birdy. Dlatego też zostanie na pewno w moim repertuarze na dłużej. Znalazłam też piosenkę „Mad World“ cover od Imagine Dragons, którzy naprawdę nagrali świetną wersję tego utworu z lat osiemdziesiątych. Moje serce skradł także cover Postmodern Jukebox „Like a Prayer“ Madonny. 


















Filmy i seriale
W styczniu obejrzałam taki lekki film „Little Italy“ z Emmą Roberts, który ale nie wniósł nic nowego i był bardzo podobny do filmu „Pizza z sercem“. W lutym skończyłam sezon 3 i 4 „The Originals“, które były bardzo dobre i  myślę, że jeszcze lepsze od poprzednich. Trochę mi żal, że sezon 5 jest ostatnim, bo naprawdę polubiłam ten serial, rodzinę pierwotnych wampirów no i ten cały dobrze przedstawiony świat w mrocznym klimacie. Obejrzałam też film z Saoirse Ronan „Lady Bird“ , o którym stale mam mieszane uczucia, ale z pewnością do niego nie wrócę. Tego nie mogę jednak powiedzieć o „Niezwykłej podróży fakira, który utknął w szafie“. Ten film mnie zarazem jak rozbawił, tak i wzruszył, który jest uroczy , co prawda raczej opowiadający przygodę o nieprawdopodobnych okolicznościach, ale i tak przyjemny, lekki i zdecydowanie najlepszy na poprawę humoru. Po obejrzeniu „W deszczowy dzień w Nowym Jorku“ Woody'ego Allena jeszcze bardziej zachciało mi się pojechać do Nowego Jorku a drugi odcinek „To All The Boys“ podobał mi się bardziej niż poprzedni.
Cole Sprouse and Haley Lu Richardson in Five Feet Apart (2019) 
Bérénice Bejo, Dhanush, Erin Moriarty, and Barkhad Abdi in The Extraordinary Journey of the Fakir (2018) KsiążkiNiestety zdążyłam przeczytać tylko jedną książkę, o której warto wspomnieć: „Pięć kroków od siebie“. O lekturach tutaj raczej nie bądę wspominała, ale recenzję na film i książkę „Pięć kroków od siebie“ znajdziecie na blogu. To tyle z mojej strony dzisiaj, napiszcie w komentarzach, czy widzieliście któryś z tych filmów i co sądzicie o muzyce.    





lutego 29, 2020

Trzy kroki od siebie : książka i film - recenzja#3

Trzy kroki od siebie : książka i film - recenzja#3



„Trzy kroki od siebie“ to nietypowa opowieść o dwóch nastolatkach chorych na mukowiscydozę. Co to za choroba i na czym w skrócie polega:
Mukowiscydoza to choroba nieuleczalna i genetyczna związana z nieprawidłową mutacją genową. Powoduje zaburzenia układu oddechowego, pokarmowego i rozrodczego. Mukowiscydoza przyczynia się też do m.in. marskości wątroby i zaburzenia wydolności płuc i nawet całkowitej ich niewydolności - wtedy konieczny jest przeszczep płuc. Leczenie mukowiscydozy polega na złagodzeniu objawów poprzez używanie leków, leczenie terapią i pomocy w przedłużeniu życia pacjenta. Reguła, obowiązująca dla pacjentów jest trzymanie się z dala (6 stóp) od innych chorych na mukowiscydozę w celu uniknięcia zakażenia krzyżowego (wymiana bakterii).

Z takimi problemami potykają się obaj nasi bohaterowie, Stella i Will, który jest jeszcze w dodatku zakażony bakterią  B cepacia, która jest odporna na wiele leków, w tym antybiotyki.
Szpital, gdzie się nasi bohaterowie spotykają, Stella zna bardzo dobrze już od dziecka i traktuje go jako swój drugi dom. Kiedy spotyka Willa, ryzykownego i  nieprzykładającego się do leczenia chłopaka, postanawia mu pomóc w organizacji terapii za pomocą aplikacji, którą w wolnym czasie poza nagrywaniem vloga na youtube stworzyła. Po jakimś czasie między nimi zaczyna się rodzić uczucie i pomimo ryzyka, jakie niesie ze sobą chroroba, zakochują się w sobie.

Książkę „Trzy kroki od siebie“ Rachael Lippincott, Mikki Daughtry i Tobiasa Iaconisa czytało się całkiem szybko i przyjemnie. Pomimo tego, że wątek miłości chorych nastolatków na śmiertelną chorobę już jest dosyć znany, nie tylko za sprawą „Gwiazd naszych wina“, to ta książka opowiada zupełnie o czymś innym, czymś świeżym i fabuła miejscami wzrusza jak i zarazem zaskakuje.
Autorzy stworzyli bohaterów o takich osobowościach, w których tchnęli prawdziwe życie. Bohaterowie mają silne strony, jak i słabości. Nie są drętwi, tylko prawdziwi z różnymi problemami życiowymi, z którymi się potykają, a mowa tutaj nie tylko o chorobie.

Podobny jest zresztą i film. Od książki nie różni się prawie w niczym, poza jakimiś małymi detalami. Aktorzy bardzo dobrze zportretowali bohaterów tej książki. Oprócz odtwórcy Willa, Cole'a Sprouse'a, aktorka Haley Lu Richardson szczególnie wczuła się w bohaterkę i naprawdę przeniosła książkową Stellę na duży ekran. Muszę jeszcze dodać, że pielęgniarka Barb, barwna postać takiej trochę szpitalnej „mamy“ wszystkich pacjentów na oddziale muko, też zasługuje na pochwałę.

Warto wspomnieć, że ta poruszająca historia nie jest całkiem zmyślana. Film został dedykowany pewnej Claire Wineland, młodej dziewczynie, która też była chora na mukowiscydozę. Założyła fundację „Claire's Place Foundation”, która pomaga i wspiera finansowo osoby chore na mukowiscydozę i ich rodziny. Claire kręciła też osobiste vlogi na youtube, które nagrywała też nasza fikcyjna Stella. Samych głównych aktorów przygotowywała i doradzała na planie filmowym. Niestety Claire zmarła jeszcze przed premierą filmu.

Po przeczytaniu książki miałam jakieś oczekiwania wobec filmu i całkiem się sprawdziły. Trochę tylko żałuję, że w filmie nie zamieszczono sceny „osiem miesięcy później“, która jest w książce, ale to i tak nie ma znaczenia, bo w internecie można ją znaleźć.
 Podsumowując, film polecam szczególnie dla osób, którzy książki nie czytają, a chcieliby się zapoznać z tą wzruszającą historią. Książkę polecam także dla tych, którzy chcieliby wiedzieć coś na temat mukowiscydozy a przy okazji przeczytać coś lekkiego, pomimo trudnej problematyki i zarazem coś wartościowego.
Copyright © 2016 Popkulturalna Sydney , Blogger